Dzien  392 - Dzien ostatni.

Doplynelismy.  Przywitaly nas syreny i dwie ladne dziewczyny z koszem kwiatow.

Zeglarze na kei zlapali cumy a ja  przesadzilem reling i rzucilem sie na Beate... ech, jak ona slicznie pachnie...

Dzien wczesniej spotkalismy  S/V Aurora z kp. Zygi, jego zona,  Iwona i mlodym kapitanem Kamilem, byl tez wuj moj, Jan z Gostolina z kubanskim cygarem i flaszka dobrej whisky. Od  Aurory dostalismy super kielbase i pieczonego kurczaka... mniamiii

Lozysko walu wytrzymalo do samej kei, zepsuta  na  poczatku rejsu pompa sterowania recznego  naprawila sie na troche, gdy przemowilem do niej polkilowym mlotkiem.

Udalo sie nam przejsc ciasne uliczki mariny bez przygod  i gladko wsunelismy sie do naszego  slip’u, nie obcierajac po drodze zadnej z wypolerowanych „na amen” motorowych „mydelniczek”, po poltora miliona dolarow sztuka.

Wlasciciele tych cacek, z lekiem  obserwowali przesuwajacego sie obok zarosnietego  do polowy  burt  wloczege,  machali do  nas, ale w jednej rece  kazdy z nich  trzymal wielki obijacz...hehehhe

Trzeci dzien przy kei, Luka wyglada jabysmy przed chwila weszli do portu, bom genuy nadal na maszcie, dzis zrobie klar na pokladzie i przykryje pokrowcami  nasze zmeczone zagle.

Wlasciwym zakonczeniem rejsu bedzie tatuaz na moim  przedramieniu, pod  foka z Kodiak’a. Jak na zeglarza przystalo bede nosil pamiatke tego rejsu.

Beata pewnie zrobi jakies zdjecie tego bolesnego rysunku.  Amen.

 

Zdjecia z wejscia do portu.

Zdjecia z rejsu.

Tomek dobil do portu  o 11:57 am (PST) - 19:57 GMT