|
DZIEN 56
Mon Apr 30 19:33:21
2007 UTC - 9 34.57 S - 174 39.28 E
Gnalismy przez
noc slizgajac sie jak duch Holendra, po oswietlonym ksiezycowa
latarnia morzu. Kadlub drzal czasem na fali, jaby odpowiadajac
zalotnie na lobuzerskie pogwizdywania wiatru, generatory wiatrowe
krecily sie z gwizdem, przekonujac ze pieniadze na nie wydane nie do
konca sa stracone, a Mama Ocean bujala nas miekko i huczac
przyjaznie spiewala swoja piosenke, ja wtorowalem...
"I tylko mi ciebie brak
W tym wiezniu Zenek(B)
I tylko mi Ciebie brak
Ciebie tu, Ciebie tu..."
Zawsze czegos nam brak... Z powodow znanych chyba tylko Stworcy, nie
mozemy miec w tej samej chwili wszystkiego, dzieje sie tak chyba,
bysmy nie przestawali pragnac i aby marzenia ktore sa powodem
wszystkiego co w nas ladne, zyly i rosly jak chciane i kochane
dzieci. Czuje ze gdyby Bog musial sie czyms odzywiac, to nasze
marzenia bylyby dla Niego pieczona na slodko kaczka z buraczkami.(
moje ulubione zarcie)
DZIEN 55
Sun Apr 29 19:21:15
2007 UTC - 9 15.91 S - 176 36.26 E
Przed chwila wstal
piekny sloneczny dzien, plyniemy pod zrefowana troche genula,
wycelowani prosto w polnocny czubek Australii. Luka kolysze
sie z burty na burte, jak to zwykle bywa na kursie z wiatrem,
zwlaszcza ze i poklad mamy troche obciazony, wiec kolysze nas, a
wschodni " wiatr na wantach melodie gra i fale sa tak
biale"(dzis szafirowe z bialymi czuprynami).
W nocy jeczaca pompa autopilota zmusila mnie do zrzucenia bezana,
wiatr stezal i spychal nas rufa z kursu...Pragnalbym aby ten
zainstalowany tuz przed wyplynieciem, zupelnie nowy autopilot
dowiozl nas z powrotem. Jako plan "B" i "C" mam inne autopiloty, ale
to skladaki sklecone z uzywanych czesci...Wczoraj dzwonilem do Ilawy,
pogadalem chwile z bratem, Mirek przypomnial zart jaki mu zrobilem
gdy odwiedzil mnie w Mexyku. Bylismy juz dobre 100 mil od brzegu, w
drodze na Guadelupe Island, byla niespokojna noc, troche zaczelo
dmuchac i wtedy powiedzialem: wiesz Mirek , tak naprawde to
dla mnie tez pierwszy rejs, nigdy nie odplywalem tak daleko od
brzegu .. heheh. Wciaz widze jego skonsternowana twarz...Na dobra
wrozbe, umowilismy sie, ze po rejsie, poplynie z nami przez Paname
na Bahamas. Znajdziemy tam jakas zacisza zatoczke do nurkowania i
schlodzimy piwo. Beata konczy kurs nurkowania, jako kapitan bede ja
wysylal na dno, po swieze langusty na zagryche.
DZIEN 54
Sat Apr 28 18:22:03
2007 UTC - 9 4.00 S - 178 46.79 E
W nocy
wstawalem co godzine, budzony na przemian wypitym poprzedniego
wieczoru piwem i parszywymi snami, w ktorych walilem prosto na
kamienie i gdy probowalem wykrecic, za kazdym razem kolo sterowe
spadalo z osi, wylatywalem potem na poklad zeby zluzowac bezana w
nadzieji z Luka sama wtedy wykreci, budzilem sie, sprawdzalem
otoczenie i za jakis czas film zaczynal sie od nowa. Nie bede wiecej
wlewal w siebie tyle piwska przed snem. Nad ranem po kolejnym
oberwaniu kola sterowego, sprawdzalem horyzont, i w swietle ksiezyca,
ktory tej nocy swiecil jak latarnia, przed dziobem wyraznie
zobaczylem te skaly, na ktore cala noc wpadalismy. Szczesliwie
bylismy od nich jeszcze daleko, oczy otworzyly mi sie szeroko,
serce walilo jak kafar, wlaczylem radar i przez ta minute ktora sie
nagrzewal, zastanawialem sie wytrzeszczajac oczy w kierunku skal,
skad do diabla wziela sie tu wyspa. Zajelo mi kilka dlugich minut
zanim dobudzilem sie zupelnie i zrozumialem ze te senne skaly to
kawal oderwanej od reszty chmury, lezacy nisko na wodzie, ktora w
himernym swietle ksiezyca wygladala jak poszarpane skaly...Nie dalo
sie juz spac, zreszta bylo juz prawie rano, w miedzyczasie wiatr
skrecil i nalezaloby przebrasowac bom motyla i przerzucic genule na
lewa burte, ale wybralem lenistwo i odpadlem na tyle by wiatr nadal
wybrzuszal genule, moze to tylko podpucha ...
DZIEN 53
Fri Apr 27 144:44:40
2007 UTC - 8 45.40 S - 179 52.3 W
Zobaczylismy dzis
rozbitka. Urwal sie z palmy a teraz znikajac co chwile w dolinach
fal dryfuje w nieznane. Ktoz wie jaki los go czeka, byc moze fala
wyrzuci go laskawie na piaszczysta plaze jakiegos atolu i dryfujaca
kula zmieni sie w smukla rozczochrana palme. Zadyszka generatoa
zniknela tajemniczo tak samo jak sie pojawila (ciekawe na jak
dlugo)teraz rowno i miarowo maly deaselek obraca pradnica i(pomijajac
halas) wprowadza klimat domu we wnetrzu LUKI.
Kilka osob pyta jak radze sobie ze snem, wiec radze sobie doskonale,
dzis spalem odrobine nerwowo, ale to nerwowosc wynikajaca z
bliskosci ladu. Wstalem jak zwykle kilka razy w nocy, sprawdzilem
kurs, ale gdzies nad ranem, mimo ze na ogol w nocy tego nie robie,
wlaczylem jeszcze komputer i sprawdzilem dokladnie pozycje, to
bylo" dmuchanie na zimne". Szlismy w nocy 4-5 wezlow, od
najblizszego atolu po skosie dzielio nas 70 mil. Nawet gdyby
autopilot po swinsku zdradzil i cala noc szlibysmy prosto na wyspe,
widac byloby ja na horyzoncie dopiero nazajutrz przy drugim
sniadaniu. Pomijajac momenty gdy zblizamy sie do ladu, a w tym
rejsie bedziemy unikac go jak tradu, spie wygodnie w mesie na mojej
ulubionej koi-kanapie, zasztalowany miedzy oparciem i plaska
krawedzia stolu i snie o ladzie. Kiedy dluzej zostajemy blisko
brzegu, pozostaje w sterowce i kimam na niewygodnej (zbyt krotkiej)
koi-siedzeniu, budzony co 15min dzwonkiem alarmu, radar wlaczam w
takich okolicznosciach na funkcje "obserwatora". Wlacza sie kiedy ja
drzemam, omiata kilka razy horyzont, i jesli nic nie znajdzie,
wylacza sie, i po 15 min sprawdza horyzont ponownie. Spania wiec ci
u nas dostatek, tylko lodu i zapachu pewnej kobiety brak.
DZIEN 52
Thu Apr 26 18:37:56
2007 UTC - 8 45.35 S - 178 32.98 W
Powialo wczoraj
troche, jedziemy na wystawionej genule. Czuje sie jak w
przestrzeni kosmicznej, niedlugo bedziemy przechodzic miedzy dwoma
planetami Funafuti i Fakulailai. Odzwyczailem sie od ladu,
budzi moj niepokoj, zupelnie do niego nie tesknie, kojarzy mi sie z
ostrymi kamieniami, pelzajaca po dnie kotwica, piratami, zlodziejami
portowymi i oczekujacymi lapowki celnikami. Tu z dala od
wszystkiego jestesmy bezpieczni.Nie bez powodu dane statystyczne
informuja ze 95% zatoniec ma miejsce po wejsciu na mielizne...Na
pelnym morzu tona jedynie ludzie pechowi, a to ni mniej , ni wiecej
znaczy ze wlasnie taki sposob na odejscie swiadomie lub nie sobie
wykreowali. Wielu z tych 5% opuszcza jachty w przekonaniu ze tona ,
a jacht odnajdowany jest po kilku tygodniach , troche przybrudzony,
z podartym fokiem , otwarta zejsciowka i naladowanymi
bateriami slonecznymi, aukumulatorami.. . Jeszcze w Port San
Luis, pewien przestraszony zeglarz
szukal kutra, ktory przycholowalby jego odnaleziony przez jakiegos
rybaka jacht dryfujacy tysiac mil na zachod od Morro Bay. Wielu
zeglarzu wzbogacilo sie przyprowadzajac takie zagubione jachty do
portu i na ogol po pertraktakcjach z ubezpieczalniami, inkasowali
okragle sumki, lub zatrzymywali jacht. Generator jest pod obserwacja
, wyglada ze co pewien czas zbiera sie powietrze w pompie
wtryskowej. Po odpowietrzeniu rusza zwawo , ale po jakims czasie
znowu dostaje dychawki... Caly system paliwowy jest nowy i ja
osobiscie go instalowalem, podejrzewam mala miedziana podkladke pod
srubka sluzaca do opowietrzania pompy wtryskowej.
Przyszlosc pokaze.
DZIEN 51
Wed Apr 25 18:24:47
2007 UTC - 8 26.24 S - 177 32.63 W
Generator dostaje zadyszki, gasnie po kilku miniutach. W procesie
wymiany filtra paliwa okazalo sie z osoba ktora ukradla z LUKI gdy
stala jeszcze w Port San Luis zestaw do lutowania, okradla rowniez
caly karton filtrow do paliwa. Nie przyszlo mi do glowy sprawdzac
tego przed wyjsciem, bylem przekonany ze mam wszytkie niezbedne
filtry do obu silnikow. Nie mam zamiaru sie tym wsciekac, niech mu
wyjda na zdrowie, niech bedzie ze mu je podarowalem. Bede
teraz czesciej zmienial flitry na generatorze, te ktore czyszcza
paliwo na gotowo, mam ich spory zapas
DZIEN 50
Tue Apr 24 18:01:24
2007 UTC - 7 58.63 S - 176 28.81 W
Nic sie nie dzieje , znalazlem
wczoraj przyczyne zapowietrzania sie pompy popychajacej wode do
odsalacza, wiatr jakby troche ozyl , miejmy nadzieje ze to jego
przednie straze.
DZIEN 49
Mon Apr 23 19:27:41
2007 UTC - 7 54.15 S - 175 21.45 W
Dzis skonczyly sie jajka, czuje niewypowiedzialny zal. Zacznie
sie teraz okres w moim zyciu jakiego jeszcze nie znam. Mam co prawda
z 1500 jajek w proszku, ale smakuja jak tania prostytutka
konsumowana w podwojnej, ze strachu, prezerwatywie. Jajka na
sniadanie jem od zawsze, podczas rejsu jadlem smazone na masle
zwykle 8 - to sposb przyrzadzania dla malych dzieci, kiedy skonczylo
sie maslo puscilem wodze wyobrazni i uzywalem wszystkich swiezych
warzyw jakie zabralem. Wiec moje sniadania odkad skonczylo sie maslo
skladaly sie z 4 sadzonych jajek, polowy spam'u; tzn porownywalnej,
tylko gorszej od naszej konserwy turystycznej, pokrojonej na plastry
i podsmazonej na brazowo, jednego lub dwoch ziemniakow pokrojonych w
duze kawalki, cebuli i kilku zabkow czosnku usmazonych w calosci.
Okazalo sie ze usmazony czosnek traci "zadlo" i smakuje jak smazona
cebula, z lekkim echem czosnku. Na dnie talerza lezaly plastry
zarumienionego spamu, na nich brazowe ziemniaki, potem uduszona
cebula z czosnkiem
i na samej gorze z zoltkami usmiechajacymi sie smacznie, cztery (czasem
wiecej) sadzone jaja. No nic, sprobuje, choc wiem ze bedzie to
trudne, udawac ze wciaz sa...
Przygotuje wszystko jak zwykle i bede wyobrazal sobie ze leza
wysmazone na cebuli.
Czekamy na przyzwoity wiatr.
Ps: Zdziwilo mnie, ze prawie nikt nie zauwazyl ironii, tkwiacej w
moim komentarzu do "krzysztofowego" strachu. Wyglada ze wyrazam sie
zbyt subtelnie...
DZIEN 48
Sun Apr 22 18:35:29
2007 UTC - 7 46.72 S - 174 34.28 W
Jesli Mama Ocean nie
zmusi tego drania zeby zaczal dmuchac, to zanosi sie, ze nie tylko
bedzie to pierwsze oplyniencie swiata pod polska bandera, w sposob
jaki to robimy, ale rowniez ustanowimy rekord najdluzej trwajacego
rejsu swiata, gdzie srednia szybkosc nie przekroczy predkosci
dryfujacej deski...
DZIEN 47
Sat Apr 21 18:33:45
2007 UTC - 8 3.55 S - 173 46.10 W
Snil mi sie dzis
zaglowiec, ktory na calym prawie pokladzie mial pozakladane male
uchwyty do butelek ze sprayem zawierajacych jakis plyn do mycia
zagli... Obudzilem sie czyms rozdrazniony, to pewno sen...
Wyciagnalem wczoraj wedki z wody gdy wiatr zdechl, nie chcialem by
znowu sie poplataly, dzis rano z przynet zostal tylko olow i haki.
Wacus zabawial sie nimi wieczorem.. .Od jakiegos czasu mamy rybe
pilota,ma okolo 70cm, zolto-zielona, plywa dookola przy burcie i
wyraznie czegos szuka, a moze to zlota ryba tylko wstydzi sie na
zielono...?
DZIEN 46
Fri Apr 20 18:49:04
2007 UTC - 7 37.40 S - 172 47.31 W
Wczoraj wieczorem
powrocil wiatr i poruszamy sie wolno na zachod, w strone Ciesniny
Toresa. Po drodze czeka nas mijanka mrowia wysp. W innych
okolicznosciach byloby wspaniale wloczyc sie miedzy nimi,
nurkowac ,zrec langusty, kraby, ostrygi (ktore dodaja wigoru,
ale tylko zeglarzom) i pyszne ryby z rafy. Mamy tu caly sprzed
do nurkowania, lacznie z kompresorem do ladowania butli , a takze
mniejszy kompresor do nurkowania na nieduza glebokosc. Zabralem
wszystko w ten rejs, bo nie mialem gdzie tego zostawic. Luka
jest duza, i nie scigamy sie, 100kg wiecej nie robi roznicy..
Gdy mysle o wyspach gra mi w glowie "Szanta" spiewana grubym,
przechlanym glosem "Ryby"
"Rozbije swoj swiat zabity deskami
I jak z tesknoty zbuduje lodz
Z wyspy na wyspe, raz dniem raz noca
Poplyne tam gdzie oczy poniosa"
DZIEN 45
Thu Apr 19 17:48:33
2007 UTC - 7 39.95 S - 171 26.85 W
Dzis znowu plaza,
brakuje tylko kolegi cwaniaczka z lodami, zapachu wodorostow i kremu
do opalania. Tu nie ma zapachow, jestesmy za daleko od wszystkiego.
Jesli ktoregos dnia poczujemy cos - pierwszy pewno Wacek, bedzie to
oznaczac ze lad niedaleko. Wczoraj nawet delfiny sie opalaly, byly
za daleko by zrobic zdjecie moim lipnym aparatem, ale patrzac przez
lornetke widzialem wyraznie gdy lezaly na wodzie, prawie sie nie
poruszajac, obracaly sie wolno wokol wlasnej osi, jakis wyskoczyl
pionowo z wody ale w polowie drogi jakby sie rozmyslil i wrocil ta
sama droga. Nad ranem zaczelo troche wiac, stanelismy na kursie
zachodnim. Na horyzoncie pojawil sie prysznic, ciemna chmura z duza
iloscia cieplej wody. Autopilot rozdarl sie cienkim bipem, zgubil
kurs, wiatr zdechl znowu..., moze cos spod tego prysznica powieje..
DZIEN 44
Wed Apr 18 19:36:18
2007 UTC - 7 56.19 S - 170 42.68 W
Pogoda plazowa, szkoda
ze nie ma tu Beaty, chetnie bez pospiechu nasmarowalbym ja cala
olejkiem do opalania, a potem....... zrobilbym jej drinka z duzym
lodem ktory, mam nadzieje przynioslaby z soba...Mimo energetycznego
rygoru jaki sobie narzucilem, postanowilem mimo to wlaczac lodowke
podczas ladowania baterii. Gdy wiatr nie przekracza 20 wezlow (jesli
jest silny, generatory wiatrowe doladowywuja baterie) laduje baterie
raz dziennie przez 1 - 1.5 godziny. Piwo, ktorym napelnilem lodowke
ma wiec szanse schlodzic sie troche, a juz to "troche" dramatycznie
zmienia moj stosonek do kilku chlodnych puszek czekajacych na mnie
kazdego wieczoru, jako rekompensata za spiekoty dnia. Zycie jest
piekne :))
DZIEN 43
Tue Apr 17 20:40:29
2007 UTC - 8 5.65 S - 169 56.19 W
Wczorajsze strachy wywolaly u mnie intelektualna czkawke, za kazdym
razem odbija mi sie "Oldboy'owym" strachem przed smiercia. Okazuje
sie ze im czlowiek starszy, tym bardziej sie tej "czarnej
dziewczynki" boi. Podchodzac do sprawy logicznie, bardziej obawiac
sie spotkania z "czarnulka" powinien ten, kto ma wiecej do stracenia,
a wiec czlowiek mlody. Tymczasem mlodzi ludzie drwia z niej w zywe
oczy... Byc moze bedac blizej
poczatku, pamietaja instyktownie element prawdy uniwersalnej, o
ktorej mowil takze Jezus, a ktora w Jego ustach brzmiala mniej
wiecej tak - ."..ten, kto boi sie o wlasne zycie, bedzie zyl krotko,
a ten kto nie dba o wlasne zycie bedzie zyc dlugo..."
A moze mlodosc jest zbyt slepa, by dostrzegac przemijalnosc rzeczy
ktorej podlega wszytko, zycie ludzkie takze. Podobno wiekszosc ludzi
w okolicy 40-tki zaczyna po raz pierwszy swiadomie zdawac sobie
sprawe z faktu ze ktoregos dnia umrze. Wiele kultur promuje tzw.
dobre okolicznosci towarzyszace tej transformacji, jak gdyby moment
ten byl ostatnia dogrywka, ktorej wynik przesadzic moze o wyniku
calego meczu.
Moment w ktorym nadchodzi "Czarna panienka", jesli tylko nie czeka
sie na nia z zacisnietymi zwieraczami, moze zmienic sie w ostateczne
zwyciestwo. Z punktu widzenia katolika dobra smierc to smierc w
akcie poswiecenia, pomijajac jednak dywagacje na temat wzglednosci
dobra i zla jako pojec, w "dogrywce" wiekszosc ludzi mierzy sie z
wlasnym strachem, tym zwierzecym , ktory tak ladnie opisal pan
Krzysztof Baranowski.
Jesli zalozymy ze swiat jest dualny, i ze po jednej stronie jest
milosc i jej podmioty, po drugiej strach i jego podmioty, i jesli
rozumiemy ze celem zycia kazdego czlowieka jest to by nauczyl sie
kochac, to porazka w "dogrywce" moze oznaczac "zmarnowane" zycie (chociaz
ostatecznie niczego sie tu zmarnowac nie da...)
Osoby szczerze wierzace nie obawjaja sie "dogrywki", poniewaz
gleboka wiara gwarantuje ze znajda sie w obszarze Boskiej milosci.
Zdecydowanie gorzej w "dogrywce" maja sie ci, ktorzy sa na tyle
inteligentni, by zanegowac stara opowiesc o Bogu, lecz nie na tyle
swiadomi, by za pozorna sciana chaosu dostrzec doskonaly Boski
porzadek przenikajacych sie wzajemnie uniwersalnych praw.Wygranie
tej "dogrywki" ma istotne znaczenie rowniez dlatego, ze umierajac
idziemy tam, gdzie wydaje sie nam ze idziemy, i jakis czas (chociaz
czas tam nie istnieje) bedziemy przebywac w naszm raju lub w naszym
piekle...
Na koniec, nawet bez lornetki widac "plywajaca" obok prawde, ze nie
ma znaczenia czy "czarnulka obejmie nas" na autostradzie, na morzu,
czy na raka.. - wazna jest tylko "dogrywka".
I juz naprawde konczac, podam jako glowne danie dzisiaj, przepiekne
slowa Jezusa ktorymi nas obdarowal, a ktore z jakichs przyczyn nie
znalazly sie w zadnej z czterch ewangelii -
" jestes jak
doskonaly dzien, a swiatlo ktore masz w sobie nigdy nie zgasnie.."
(tlumaczenie dowolne).
Poza tym wiatru "nima", krecimy sie w kolko..
DZIEN 42
Mon Apr 16 18:50:51
2007 UTC - 8 6.69 S - 169 5.02 W
Czytalem wczoraj
ksiazke Krzysztofa Baranowskiego pt. "Drugi raz dookola swiata".
Bylem ciekaw jak
radzil sobie podczas swojego ostatniego rejsu w Ciesninie Toressa
do ktorej i my powoli sie zblizamy. Poruszyl mnie akapit w ktorym
nasz slawny zeglarz opisuje swoj strach. Opis jest tak doskonaly ze
gdy sie na nim koncetruje skora bezwolnie marszczy mi sie na
glowie i gdybym mial na niej wlosy stanely by wszytkie bez wyjatku.
A oto i same straszydlo " ....zapomnialem juz o tym strachu,
zwierzecym i wszechogarniajacym, przylepiajacym koszule do spoconych
plecow, wysuszajacym usta, zaciskajacym gardlo w bezglosnym
krzyku".Podobno za wielkim strachem kryje sie wielkie bohaterstwo,
nie spodziewalem sie jednak, ze zeglowanie moze byc az tak
straszne. Panie Krzysztofie od tego momentu boimy sie razem,
nagonil mi pan solidnego stracha a jako ze z zasady nature mam
dzielna wiec whisky w ten rejs zabralem tylko kilka flaszek ,
zakladajac ze i owszem , czasem cos mnie tam" za gardlo pochwyci",
niemniej na to co ma nastapic teraz, potrzebna bedzie beczka...
Wacek lezy na dziobie i z cienia jednym okiem sledzi ptaki, Luka
plynie leniwie na jednej genule wystawionej bomem, i kiedy kolyszemy
sie z burty na burte (to wada plyniencia z wiatrem) zagiel lopocze
chwilami i czasem strzela jak kapiszon gdy ponownie naplnia sie
wiatrem, chyba rowniez tego kolysania nie lubi..
DZIEN 41
Sun Apr 15 17:11:50
2007 UTC - 8 7.04 S - 167 25.08 W
Wczoraj zwalil sie na
poklad blok z lina,ktory sluzyl tuz przed tym zalosnym wydarzeniem
do podnoszenia i manewrowania bomem spinakiera. Od razu przyznaje ze
to ja spartaczylem sprawe jeszcze w Ensenadzie ,kiedy remontowalem system linii blokow do manewrowania bomem, ktory dostalem
od kolegi Ken'a - (niech mu za to zawsze w plecy wieje). Nie
dokrecilem wystarczajaco mocno szekli, stojac niewygodnie na malych
szczebelkach
przymocowanych do masztu. Do tej pracy potrzebne sa obie rece,
podczas kiedy jedna musialem trzymac sie masztu... Teraz bede musial
poczekac az Mama Ocean zasnie, i z laweczka bosmanska, juz na tylku,
wejsc po szczebelkach na maszt, potem zamocowac kszeselko, siasc na
nie ,(mam nadzieje ze wytrzyma moje 150kg ) i tym razem, uzywajac
obu rak dokrecic nowa szekle z blokiem... uf .... juz czuje dygot
wszystkich miesni i pietra.....
DZIEN 40
Sat Apr 14 18:12:03
2007 UTC - 8 8.82 S - 165 42.96 W
Po poludniu, od
wschodu zaczela doganiac nas olbrzymia, prawie czarna chmura...
Zaslaniala wieksza czesc horyzontu. Szla jak Jenghiz Khan z armia ,
wysylajac tu i owdzie przednie straze w postaci malych szkwalow,
marszczacych gdzieniegdzie wode. Zrzucilem bezana, popychal nas
troche, ale za to pompa autopilota pojekiwala zalosnie, starajac sie
utrzymac Luke na kursie. Zrefowalem genule, zdjalem z siebie zbedne
w tej walce szorty, przynioslem mydlo i teraz bylismy gotowi na
przyjecie tego mokrego bandyty. Chmura byla tak wielka i ciemna ze
co chwile odwracalem glowe w przeciwna strone, by upewnic sie ze ten
czarny brzydal nie przykryl soba calego nieba. Po chwili zaczela
zblizac sie jakby szybciej i widac juz bylo sciane deszczu ktora
pchala przed soba. . I uderzyla gwaltownym wiatrem niby mlotem a
potem lunelo. Z mydlem w zacisnietej mocno lewej dloni czulem sie
zupelnie bezpiecznie . Gdy pierwsze podszyte furia uderzenie minelo,
rozluznilem miesnie i powoli, jak czlowiek ktory dokladnie wie co
robi, namydlilem cale cialo. Odlozylem mydlo i oczekujac na drugi
atak, bez emocji zastanawialem sie czy aby zdradliwie nie zmieni
kierunku. Po chwili widzialem juz ze uderzy z tej samej strony.
Skierowalem w nia najbadrdziej namydlona czesc mojego ciala,
chwycilam wanty obiema rekami i wypiety w jej strone ...czekalem....
Nadeszla , uderzyla sciana wody i zlewala teraz wszystko na swojej
drodze. Biczowala nas przez dobra godzine a potem odszla zabierajac
moj tygodniowy, zmieszany z mydlem pot, tudziez inne tygodniowe
wydzieliny ... Krzyknalem jej na pozegnanie - wroc za kilka dni ,
byle w dzien, bo w ryja.. .
DZIEN 39
Fri Apr 13 17:26:47
2007 UTC - 8 2.82 S - 163 40.48 W
Goraco, jest tak
goraco ze goraco jest az tak.. Wymienilem olej w generatorze, musze
dbac o mojego malego czarodzieja, ktory robiac co prawda troche
halasu, codziennie wieczorem wypelnia jacht swiatlem i ludzkim
glosem.Korzystam wtedy z okazji i wlaczam telewizor i ogladamy
jakies dvd, wczoraj byla kolej na "Stargate". Po wymianie zostal
stary olej i filter oczywiscie, najprosciej byloby wyrzucic wszystko
za burte, ale wylewajac to swinstwo do przejrzystej szafirowej wody
czulbym sie jak morderca. Owinalem wiec stary filter w kilka torebek
"ziplock", a brudny olej zlalem do galonowego pojemnika.. Oplynie to
teraz z nami reszte swiata.
W nocy lunal deszcz a wraz z nim silny szkwal. Tym razem jednak
bylismy przygotowani i znalazl nas ze zryfowana genula , powyl se
troche w wantach, pojeczal i zabierajac z soba deszcz polecial dalej..
DZIEN 38
Thu Apr 12 17:52:22
2007 UTC - 8 5.43 S - 161 47.26 W
Jakas meda z ostrymi
zebami obgryzla wszytkie przynety i znowu linki ktore ciagne w
nadzieji ze mama ocean podaruje jakas rybke przedstawiaja zalosny
widok, poskrecane i poplatane . Musial to byc smierdziel rekin bo do
konca bardzo grubej zylki zamocowane byly 3mm stalowa linka z
przyneta, a przeciecia sa rowniutkie jakby ciete gilotyna. Pewno
zlapalbym cos gdybm zblizal sie do wysp,ale to oznacza koniec laby.
Zaloze nowe przynety i przywolam metoda wizualizacji jakas tlusta
dorado z malymi zabkami, a moze rzuce za burte konserwe rybna i
zahandluje z Neptunem..Czytalem wczoraj relacje ......... ,
Baranowskiego, chlopakow z Panoramy i ......... z przejscia ciesniny
Toresa. Z ich relacji jak rowniez z map wyglada ze cholernie tam
ciasno, mnostwo kamieni i bardzo silny prad... Mam szczery zamiar
wziasc kilka tabletek na niespanie i przejsc ja jednym ciegiem.
Stane moze tuz przed wejsciem w ciesnine na kotwicy, wyspie sie do
bolu, potem przejde ja jesli warunki bede sprzyjac (oczywiscie beda)
w -+ 24 godz. To nasz wstepny plan.
8*05'225" S
161*42'823" W
COG 270*
SOG 5nm
DZIEN 37
Wed Apr 11 17:35:33
2007 UTC - 8 4.53 S - 159 52.18 W
Dzis w nocy swiatelka
nie fruwaly... pewno zgubili moj slad.. :), za to o 3 rano zerwal
sie szkwal, wialo ze 30 wezlow, zastanawialem sie czy stara
wysluzona genula ktora od kilku dni niesiemy wytrzyma napor
porywistego wiatru. Moglbym ja zwinac, ale wiedzialem ze to tylko
szkwal , ze nie moze tu byc zbyt silny i ze nieldugo pojdzie se
gdzies indziej.. Poza tym czujac lekkie podniecenie zastanawialem
sie, czy zagiel wytrzyma.. Teraz mam lepsze pojecie na ile
bezkarnie moge sobie z zaglami pozwolic... Grzalismy chwilami 10
wezlow. Zeglowanie tak szybko nie sprawialo mi zupelnie przyjemnosci,
wyobrazalem sobie wielka dziure w kadlubie gdy walimy w przytopiony
kontener, lub o jakas olbrzymia klode, zmyta z pokladu drobnicowca...
Komfort wraca dopiero gdy szkwal nas mija i Luka wraca do uroczych
5- 6 wezlow. Potem skok do koi i w objecia Beaty czekajacej juz na
mnie po tamtej stronie jawy...
DZIEN 36
Tue Apr 10 17:53:03
2007 UTC - 7 58.75 S - 158 5.29 W
W nocy ciepla ulewa,
jak prysznic zmyla z nas rownikowa spiekote, a potem ruszylismy z
szybkoscia "skubiacego trawe konia", co w porownaniu z szybkoscia "idacego
na niechciana randke zolwia,(ktorej to szybkosci doswiadczalismy
ostatnio) jest powodem dobrego nastroju zalogi.Pisze to z pewna
rezserwa, ale wyglada na to, ze widzialem jakies UFO. Z tydzien temu
stalem wychylony ze sterowki i z piwem w reku wpatrywalem sie w
gwiazdy, gdy naipierw katem oka, potem w calej okazalosci zobaczylem
silne swiatlo, slniejsze od najjasniejszej gwiazdy, ktore poruszalo
sie okolo 30 stopni powyzej horyzontu tak szybko, ze ledwo nadazalem
za nim wzrokiem. Zjawisko to wydalo mi sie to sprzeczne z tym co
wiem o astronomii ,ale poniewaz wiem malo, zostawilem ten problem na
potem... Trzy dni temu w nocy zobaczylem je znowu, zachowywalo sie
podobnie jak pierwsze, ale tym razem mialo rozowawy kolor i bylo
widoczne dluzej, i podobnie jak tamto zapieprzalo z zawrotna
szybkoscia. Wczoraj w nocy patrzylem na Krzyz Poludnia i znowu katem
oka zobaczylem niebieskawe swiatlo. W pierwszym odruchu pomyslalem
ze to rakietnica, ale rakietnice nie lataja poziomo i nie
przypominam sobie zeby sprzedawano je w blekitnym kolorze ...
Omiotlem horyzont radarem, na 36 milach ocean byl pusty... moze to
jednak zjawisko astronomiczne ktorego nie znam... Gdybyscie jednak
kochani odczuli kiedys brak moich relacji to moze oznaczac ze
zostalem przez owo tajemnicze "cos" porwany i moge wrocic w ciazy..
DZIEN 35
Mon Apr 09 17:22:40
2007 UTC - 7 42.39 S - 156 49.91 W
Wiatru "ni...kuta",
mimo to jakims cudem posuwamy sie wolniutko na zachod... troche pcha
nas prad, troche anemiczne westchenia pasatu, ktorego powinno tu byc
z 15 wezlow. Niepostrzezenie przechodzimy miedzy dwoma wyspami, na
polnocy Starbuck Island a na poludniu Penrhyn . To wlasciwie atole
oslonione od polnocy rafa i waskim pasem piasku, z waskimi wejsciami
do ich wnetrza od poludnia. Tak mniej wiecej wygladalby raj dla nas...
Pewno nie ma tam slodkiej wody, ale Luka moze produkowac 70+litrow/godz.
Musi byc tam pieknie, przy nastepnej okazji zawiniemy tam napewno.
Przed chwila odwiedzily nas delfiny, ale jak zwykle nie udalo mi sie
zrobic zdjec.. tym razem baterie sie rozladowaly, a te w ladowarce
sie nie naladowaly..
DZIEN 34
Sun Apr 08 17:10:20
2007 UTC - 7 42.33 S - 156 24.05 W
Sztyl kompletny,z nudow przygladalem sie dzis rybom latajacym, mniej
ich fruwa gdy nie ma wiatru..Zaprawilem sie wczoraj wieczorem.
Siedzialem na pomkladzie (w srodku wysiedziec sie nie da)i po
drugiej szklance uderzylo mnie piekno odbijajacych sie w wodzie
gwiazd i ich niezliczonosc. Niestety potrafie odnalezc tylko duzy
woz i gwazde polarna, wiec patrzylem na nie jak tuman z otwarta
zachwytem geba.. Mam gdzies program "Wirtualne Planetarium" ktory
dostalem kiedys od Leszka vel Buddek, powninienem go czasem wlaczac
Jest zwlaszcza taka jedna, ktora wschodzi kazdego wieczoru na WWN
czyli na zachodzie i troche skosnie ku polnocy. Jest bardzo jasna,
mieni sie roznymi kolorami,od ciemno-niebieskiego do rozowego i
moglbym przysiac ze usmiechala sie do mnie wczoraj zalotnie...
Poniewaz Luka krecila sie w kolko cala noc , wedki poplataly sie
koszmarnie wokol sruby napedowej razem jak trojskretna linka.. Wezme
sie za nie jak nabiore odwagi...
Ps. Dziekuje wszystkim
za zyczenia swiateczne....zycze rowniez pogodnych i radosnych swiat.
DZIEN 33
Sat Apr 07 17:02:16
2007 UTC - 7 44.01 S - 155 55.76 W
Znowu cisza, w nocy
zrzucilem reszte zagli, z nieprzyjemnym halasem ocieraly sie o wanty.
Luka po tym ustawila sie bokiem do martwej fali i bujamy sie raz w
prawo raz w lewo, z burty na burte. To dobry test by sprawdzic czy
wszystko nadal we wnetrzu jachtu jest dobrze przywiazane.
Wyprostowalismy kurs na zachod, pozostaniemy w okolicy 10*S jesli
nic nas stad nie wygna.
DZIEN 32
Fri Apr 06 16:55:30
2007 UTC - 7 16.26 S - 154 45.55 W
Wiatr gdzies polazl,
goraco, Wacek wyciaga wyschniete, smierdzace ryby ex-latajace,
gdzies z zakamarkow pokladu, gryzie je a pozniej przychodzi mnie
lizac...Przyjaralo mnie slonce wczoraj, slonce pali tu bezlitosnie..
zapomnialem wlozyc koszulki, teraz cierpie, ale to cierpienie
zasluzone, nie towazyszy mu przynajmniej poczucie niesprawiedliwosci...Przydaly
by sie teraz delikatne dlonie Beaty i aloes...Mam ochote na na
swieza rybe, zastanawiam sie czy nie zblizyc sie do jakiegos atolu ,bo
daleko od brzegu rybki nie biora , tylko ze wtedy skonczy sie swiety
spokoj i zaczna sie wachty.. Chyba jednak otworze konserwe ...
DZIEN 31
Thu Apr 05 17:55:56
2007 UTC - 6 59.40 S - 153 27.68 W
Nie wydarzylo sie nic
wartego pisania, poza tym wszystko jest cacy
DZIEN 30
Wed Apr 04 16:35:51
2007 UTC - 5 25.63 S - 152 0.64 W
Wiatr dzis do nas
powrocil, ale przylazla zaraz za nim wilgotna goraczka. Jest tak
goraco i wilgotno, ze nawet kilka minut pracy na pokladzie konczy
sie wiadrem potu i pulsowaniem w skroniach. Wypilem wczoraj
tygodniowy zapas piwa i w przerwach miedzy mocowaniem kontra szotow,
przenoszeniem bomu spinakiera na druga burte itd.schladzalem sie
odgrzebanym gdzies w maszynowni malym wiatraczkiem. Niedlugo
skonczy sie laba, wejdziemy w obszar setek wysp, i trzeba bedzie
miedzy nimi slalomowac, a w zwiazku z tym stres by ktorejs z nich
nie uszkodzic...
DZIEN 29
Tue Apr 03 17:17:29
2007 UTC - 4 8.21 S - 151 0.04 W
Nie chwal dnia przez
zmierzchem i zony poki zyje.. Wczoraj naiwnie zachwycalem sie
wiatrem na tej szerokosci i wykrakalem, dzis bujamy sie na martwej
fali, garnki lataja po kuchni. Luka przechyla sie z boku na bok jak
pijana, Wacek wyglada komicznie gdy w przechyle maszeruje pod katem
30 stopni do podlogi. Ryby wciaz nie biora a piwo cieple, odwiedzily
nas znowu delfiny, tym razem bylo jeszcze widno ale trudno jest
operowac aparatem cyfrowym, z tym gownianym opoznieniem, i zlapac
odpowiedni moment.. Nastepnym razem zrobie to kamera, moze i potem
uda mi sie na komputerze wyselekcjonowac odpowiednia klatke jako
zdjecie..
DZIEN 28
Mon Apr 02 18:04:43
2007 UTC - 2 1.13 S - 149 52.41 W
Swiat po tej
stronie niezbyt sie rozni, poza tym ze woda w toalecie kreci sie w
lewo... odwrotnie niz na polkuli polnocnej..Kombinowalem zeby jak
najszybciej dostac sie w okolice 10'S i szedlem prawie zupelnie na
poludnie, ale widac mama Ocean lubi nas, bo wszedzie ladnie dmucha...
Wykrece wobec tego bardziej na zachod, zrzuce grota, bezana i
pojdziemy z dwoma genuami na motyla. Mam mnostwo ksiazek do czytania
na komputerze co niestety wiaze sie z wlaczeniem invertera. Od
Przemka dostalem program Exspressivo ktory czyta tekst, wczoraj caly
dzien przerabialem ksiazki z tekstu na mp3, uzywajc do tego
slicznego glosu Agatki, ktory czyta prawie tak dobrze jak gdyby
czytala ksiazke prawdziwa Agata. Przerzucam je potem na maly mp3
player ktory raz naladowany czyta caly dzien..Dzis sluchamy ksiazki
pt. "Usmiech Delfina" i kumkania zaby..( zaba sama sie wkumkala hehe)
Wysp jest duzo po drodze, ale bede
staral sie trzymac od nich jak najdalej... moze zblize sie by zrobic
zdjecia z daleka...(?) Na gitarze kochanie poki co nie gram, ale
jestem pewien ze w jakims momencie zaczne...
DZIEN 27
Sun Apr 01 18:27:34
2007 UTC - 0 0.34 S - 148 28.09 W
Za chwile przechodzimy
rownik, i wlasnie znalazlem duza gruba koperte,
ktora dostalem kiedys od Poul’a, kolegi niemca,(jak juz
wspominalem wczesniej)a ktora wreczyl mi z nakazem, ze wolno
otworzyc mi ja dopiero gdy bede przechodzil rownik.. Spodziewalem
sie w jej wnetrzu jakichs instrukcji i smiesznych zeglarskich
rytualow.. . Jest to bogata zeglarska tradycja, kiedy to zaloga
przebiera sie i naslaluduje greckich bogow i caly ich zmarynizowany
dwor. Tych ktorzy przechodza rownik po raz pierwszy poddaje sie
wymyslnym torturom, smaruje glowy mieszankami smaru, mydla, pior,
oleju itd. , pozniej goli sie nieszczesnikow monstrualna brzytwa,
przy ogolnej uciesze reszty zalogi. W tej chwili musialbym znecac
sie nad samym soba... Nie..nic z tego ... ale zaraz... mamy przeciez
Wacka....,on tez cnota i nigdy rownika nie przechodzil....Biedny
Wacek pewnie by tego golenia do konca psiego zycia nie zapomnial i
nigdy nie wyszedl by juz na poklad...
Gdy rozerwalem starannie zaklejona przez Poul'a koperte, wysunal
sie z niej Hustler – magazyn dla dzentelmenow (typu Playboy)...
Heheheh niezly ten Poul... to zupelnie praktyczny na tych
szerokosciach prezent...
5,4,3,2,1... pozycja 00’00*000 N
|