DZIEN 26
Sat Mar 31 16:43:13
2007 UTC - 2 1.35 N - 147 45.56 W

To byl piekny dzien,
wiatr - + 17wezlow, slonce i prawie zero poszarpanych, zlosliwych
fal. Wiekszosc dnia jechalismy ostrym polwiatrem. Luka
majestatycznie przechylila sie odrobine na prawa burte i szlismy
prostopadle do rownika, wznoszac sie na nadbiegajacych co chwile
falach. Dzien oceniam jako dobry, rowniez dlatego, ze udalao mi sie
dojsc przyczyny chimernegp dzialania jednego z GPS'ow, ostatnio
znowu przestal dzialac. Okazalo sie ze powodem byla antena.
Przezornie kupilem kiedys zapasowa na jakims zlomowisku jachtowym,
podlaczylem ja teraz prowizorycznie i wszystko slicznie dziala.
Okolo poludnia zlapalismy ladna rybe. Miala z poltora metra,
podluzny ksztalt, morde jak szczupak, nasiana ostrymi zebami i
tygrysie, ciemne prazki. Jedyne co moge o niej powiedziec to ze
ladna, bo wyczepila sie z podwojnego haka przy wyciaganiu na poklad
.. A niech tam ma szczesliwe zycie... Po poludniu zaprawilem sie
troche patrzac na fale i sluchajac szant P.Koryckiego, pasowaly
idealnie do reszty dnia.
DZIEN 25
Fri Mar 30
17:24:58 2007 UTC - 3 53.03 N - 147 2.73 W
Pasat obejmuje nas o wiele delikatniej, zmienilismy kurs na
poludniowy... Dobrze byloby jak najszybciej przejsc rownik, dojsc do
10 stopni na polkuli poludniowej, ponownie zlapac pasat i pognac z
nim w strone waskiej i najezonej kamieniami Ciesniny Toresa.. Moj
kolega z Australii Skipolek Buddowaty bedzie mogl nas przez lornetke
se zobaczyc, jako ze ciesnia nie jest szeroka..Tamtego „ psujacego”
poranka , oparlem sie niechcaco o memory stick wystajacy z kompa,
ktory sluzyl mi do przenoszenia mojej pisaniny z komputera na ktorym
pisze do tego ktorym wysylam email – nie dal sie w morde chinczyk
naprawic. Potem wysiadla pompa zasilajaca odsalarke.. Z tym
poradzilem sobie dosc szybko – to urzadzenie ma przynajmniej srubki,
uszczelki ,nakretki, do ktorych to odczuwam wrodzona sympatie..Robi
sie goraco, ryby nadal nie biora, piwo chyba cieplejsze niz
wczoraj...
DZIEN 24
Thu Mar 29 16:09:06
2007 UTC - 5 31.65 N - 146 29.77 W
Dzien zaczal sie jakos
niemrawo, wychylony z kubkiem porannej kawy ze sterowki omiatalem
spojrzeniem poklad, gdy zauwazylem cos dziwnego ,a raczej czegos
brak w systemie samosteru, mam go jako wyjscie awaryjne, gdyby z
jakichs powodow nie mozna bylo uzywac autopilotow. Podszedlem blizej,
przyjrzalem sie dokladnie i okazalo sie ze zgubilismy pletwe sterowa.
Sam ja przed rejsem dokrecalem uzywajacc nierdzewnych podkladek i
nakretek z teflonem... Po blizszej inspekcji okazalo sie ze pekl
trzon pletwy sterowej. Trudno to wytlumaczyc, nie bylismy w sztormie,
na trzonie steru nie bylo prawie zdnych naprezen, statecznik kursowy
lezy pod pokladem, cud, pekl 3,5 cm solidny kawal preta aluminiowego,
obliczony na wytrzymanie warunkow sztormowych, a caly samoster
wyprodukowany przez znana na swiecie angielska firme Hydrovane..nic
z tym nie zrobie, musialbym dorobic nowa pletwe sterowa i trzonek
steru.....i dospawac kawal aluminiowego preta do mechanizmu
autopilota.. cdn jutro...Passat slabnie, siapi deszcz, ryby nie
biora a piwo jest cieple...
DZIEN 23
Wed Mar 28 16:23:34
2007 UTC - 6 14.74 N - 144 38.44 W
Nic nowego, zepsulo
sie pisadlo do tego...
DZIEN 22
Tue Mar 27
17:19:38 2007 UTC - 7 41.31 N - 142 33.09 W
Pisze dzis i poce sie
nieludzko.. zrobilo sie jeszcze cieplej i bardziej
wilgotno..zastanawiam sie jaki to bedzie miec wplyw na elektronike,
pewno wilgotny...Rano minela nas horda delfinow, byly
zdaje sie w jakiejs misji bo sie nie przywitaly... Mignely jakies
300 metrow od prawej burty i za chwile nie bylo po nich sladu. Od
kilku dni nie wlaczam deasla generatora, oba generatory wiatrowe i
baterie sloneczne robia dosc pradu by wykarmic wiecznie glodnego
autopilota, zostaje tez jeszcze duzo... tyle, ze wczoraj obejrzalem
trzy czesci Ojca Chrzestnego na 20 inczowym prezencie gwiazdkowym od
matki chrzestnej Luki (niezla laska)..
DZIEN 21-wszy
Mon Mar 26
16:22:21 2007 UTC - 9 23.34 N - 140 18.50 W
Wczorajszy dzien niczym nie roznil sie od poprzedniego, plaga ryb
latajacych, nie nadazam ich wyrzucac... Glupie stworzenia, mimo
siatki na calej wysokosci relingu laduja jakos na pokladzie, Wacek
ma z nimi zabawe, bo kiedy tylko taka wleci, to i on leci i skacze
wokol, warczy, szczeka, jak gdyby walczyl z latajacym smokiem...Za
kilka dni pewno wiatr zacznie zdychac, ukosnie zblizamy sie do
rownika... Prognoza pogody pokazuje ze mimo wszytko cos na
konskich wieje, za kika dni sami sie przekonamy...
DZIEN 20-sty
Sun Mar 25
16:18:10 2007 UTC - 10 57.27 N - 138 10.86 W
Dzis w nocy
wialo zwawiej, wiatr przekraczal 30 wezlow, bujalo troche mocniej
niz zwykle,i jeszcze raz okazalo sie ze kanapa w salonie to
najlepsze miejsce do spania gdy LUKA jest w drodze...Z jednej strony
oparcie, z drugiej krawedz stolu ogranicza szerokosc "koi" (im
szersze lozko, koja na jachcie, tym spac na niej trudniej) wiec
plecy ogranicza oparcie kanapy, a kolana krawedz stolu i czasem
nawet z godzine mozna se tak pospac, zanim obudzi zdretwiale
kolano, jesli wczesniej nie zrobi tego gwaltowniejszy skok
jachtu, lub glosniejszy niz zwykle halas na pokladzie. Wacek
obszczekuje latajace ryby i pokazuje biale zabki szybujacymi nad
nami ptakom. Maly bandyta broni swojej "jaskini"
DZIEN 19-sty
Sat Mar 24
14:57:41 2007 UTC - 12 38.24 N - 136 5.92 W
Wstaje nowy dzien,
Beata dzwonila przed chwila zyczac mi dobrego dnia. Coraz wiecej ryb
tu lata. Czasami cale zgraje latajacego narybku jak eskadry malych
samolotow wyskakuja z wody i szybuja tuz nad powierzchnia oceanu.
Wypadaja z wody, zawsze startujac ukosnie od kierunku wiatru,
widocznie latwiej wtedy odrywaja sie od wody, potem niektore
pozwalaja sie zepchnac do polwiatru, i leca wtedy jak male szybowce,
skrecajac, to w prawo, to w lewo by nie zderzyc sie z falami,
odpychajac sie co chwile ogonkami od wody, i znow nabierajac
szybkosci szybuja w dolinach fal, by za moment bezglosnie dac nura w
granatowo-szafirowa wode...
Naprawilem wczorajsza awarie anteny GPS, obylo sie wymiana
bezpiecznika na linii zasilajacej antene. Natomiast drugi GPS
naprawil sie dobrowolnie, niemniej stracil koles w moich oczach.
Damy mu jednak szanse, moze to tylko odmiana GPS’owskiej czkawki
....
DZIEN 18-sty
23 marca
2007
Od kilku dni codziennie
musze zbierac ryby latajace z pokladu, moim zdaniem za male by je
jesc... Wpadaja w nocy na poklad, mimo siatki rozpietej na relingach,
majacej na celu zatrzymac Wacka na pokladzie...Wczoraj przestaly
dzialac dwa systemy nawigacyjne, oba nie widza anten. Bedzie
to trzeba jakos rozwiazac, poki co strzelilem pozycje reczniakiem
Moja pozycja dzis o 3:30 Zulu
13’59*572 N
134’15*550 W
COG 212*
SOG 6 nm
DZIEN 17-sty
Thu Mar 22
16:44:43 2007 UTC - 15 23.69 N - 132 57.77 W
Brazowy ptak, ktory odwiedzil nas kilka dni temu, wyzional w nocy
ducha...Byl chyba stary i przyszedl jego czas. Wybral poklad LUKI
by w spokoju, nie targany falami przeniesc sie do ptasiego
raju, gdzie ryb mnostwo i mama ocean nigdy sie nie zlosci...Pasat
nie puszcza nas z objec, z sila 20 wezlow i okladem,
pcha nas na poludniowy zachod, w takim tepie niedlugo przejdziemy
rownik.. Mam gdzies pomiedzy ksiazkami duza zaklejona koperte, ktora
dostalem jakis czas temu od Pola, Niemca z ktorym zaprzyjaznilem sie
w Ensenadzie, a ktora to koperte wolno mi otworzyc dopiero kiedy
przejde rownik.. Ciekawe co jest w srodku...
DZIEN 16-sty
Wed Mar 21
16:24:21 2007 UTC - 17 10.75 N - 131 29.77 W
21marca
Wiatr na wantach piosenki wygrywa.... wieje ze 25
albo lepiej, plyniemy na mocno zrefowanych genuach, pewno moglbym
wystawic je wiecej do wiatru , ale to nie regaty, a i w
odroznieniu od Chay’a Blyth
ktory to jako pierwszy odwazyl sie oplynac swiat w tz, „zla
strone” i ktory zobowiazal sie swoim sponsorom zrobic to
mozliwie jak najszybciej , ja zobowiazuje sie zrobic to mozliwie jak
najwygodniej, wobec tego plyniemy se z Wackiem spokojnie
i co chwile spogladamy przez okna sterowki na posiniala
dzis troszke „mame ocean” Od dwoch dni mamy goscia,
wyglada ze ptaszek zabral sie z nami na stopa. Jest caly
ciemnobrazowy, lacznie z dziobem i zupelnie nie ma leku przed
ludzmi, kiedy jednbak probowalem go poglaskac odsunal sie urazony...
Wacek nie spuszcza go z oczu.. i musze przywolywac go co
jakis czas do porzadku i chamowac tego genetycznego bandyte
ktorego kazdy jack russell terrier, nie wylaczajac
Wacusia, ma w sobie..
DZIEN 15-sty
Tue Mar 20 17:11:02 2007 UTC
- 18 35.44 N - 130 33.84 W
20 marca:
Juz noc i dzien lecimy z pasatem, ciagna nas dwie genuly , jedna
wypchnieta na bomie spinakiera, druga bomem grota. Czuje sie jak
grecki wojownik prowadzacy woz bojowy zaprzegniety w dwa wielkie
biale konie - ich tez tam musialo niezle bujac....:-) Zdaje sie ze
trzeba bedzie niedlugo zrefowac troche obie genuly – wiatr rozwiewa
sie slicznie, prognoza mowi ze wzrosnie do 25 wezlow – to lubimy:-)
Strzelimy takze rufke, walimy za bardzo na zachod, za wczesniej
jeszcze na taki kierunek..
DZIEN CZTERNASTY
Mon Mar 19
15:49:39 2007 UTC - 19 33.07 N - 128 58.87 W
19
marca
Powinnismy juz powoli wchodzic w pasat, i jakby na zawolanie wczoraj
cos zaczelo wiac a w nocy ustawilo sie na kierunek zachodni i troche
poludniowy. Niestety mamy tylko jeden bom spinakiera, z dwoma byloby
perfekt, postawilibysmy dwie genuly jako blizniaki. Nie trace jednak
pary, sprobuje ta z bomem wystawic troche nawietrznie, a ta bez bomu
zawietrznie, zobaczymy...Poza tym zrobilo sie chyba troche cieplej,
czekamy na jakas rybke, ale rybki biora gdy plyniemy powyzej 5
wezlow. Moze jutro jakas smaczna i zmeczona zyciem dorado sie
zahaczy... Zrobilem wczoraj kilka zdjec, zmniejsze jakies,
skompresuje, i sprobuje wyslac, chociaz iridium bardzo wolno
przepycha date... wiec pewno pozre duzo minut.
DZIEN TRZYNASTY
Sun Mar 18 15:55:06
2007 UTC - 20 29.57 N - 128 6.68 W
18 marca
Plyniemy wolno na poludniowy wschod na wystawionej bomem spinakiera
genule , nic innego w takich okolicznosciach podniesc nie moge , bo
w takim slabym wietrze zagle kiwaja sie na maszcie jak choragwie ,
tra o siebie , olinowanie , strzelaja jak z kapiszona... , wiec
szkoda ich a i pod pokladem ciszej . Wnetrze jachtu i tak
nieustannie wypenione jest skrzypieniem , pomrukami i pojekiwaniem ,
czasem glebszy dzwiek i uderzenie swiadczy ze LUKA odbila od siebie
wieksza fale.. .Dzis rano zwrocilo moja uwage ze baterie, sa prawie
puste , chociaz po nocy powinny byc przynajmniej do polowy
naladowane , po malych dochodzenieu okazalo sie z poprzedniego
wieczoru nie wylaczylem inwertera zmieniajacego napiecie z 24v na
110v- . Wyglada ze glodomor nawet nie uzywamy zre tyle pradu ile
autopilot...
DZIEN
DWUNASTY
Sat Mar 17 15:47:13
2007 UTC - 21 9.14 N - 127 24.46 W
Wczoraj w poludnie
wiatr sie przebudzil, stanelismy jak na parade pod pelnymi zaglami,
siedzialem potem na pokladzie sluchajac "Ogniem i Mieczem", a
wspoczucie dla niedoli Skrzetuskiego balansowalo przyjemnosc
z patrzenia na LUKE, ktora jak kon z rozpuszczonymi
cuglami siadala na grzbiety doganianym falom. W nocy jazda sie
skonczyla, wiatr zmeczyl sie chyba .... wrocilismy do genuly
wystawionej bomem spinakiera i tepa leniwego zolwia.
Wacek zrobil wielka kupe w maszynowni... Zakladam ze bedac dobrze
wychowanym psem postanowil mnie w nocy nie budzic...
DZIEN
JEDENASTY
Fri Mar 16 17:25:27
2007 UTC - 21 42.42 N - 126 43.80 W
Wiatr wylazl z dziury
i zaczyna powiewac, poczekamy troche czy mu sie nie zmieni i jesli z
nami zostanie, postawimy wszytkie zagle. Narazie idziemy na genule
wypchnej bomem spinakiera. Okazalo sie ze nie musze myc talerzy,
ustawiam je po jedzeniu na podloge i zmywarka Wacek dokladnie je "myje"...Ciesze
sie bardzo z tego MP3 playera - prezentu od mojej slicznej zony i
ksiazek min. od "paltalkowych" kolegow: killera, promyka i maxa a
takze kolegi zeglarza z Polski, Przemka... Dzieki nim, jesli zechce
moge przeniesc sie z pokladu LUKI w siodlo Skrzetuskiego , albo
zerknac pod spodnice Pannie Annie...
DZIEN
DZIESIATY
Thu Mar 15 14:59:08
2007 UTC - 22 44.86 N - 126 13.30 W
Plyniemy w
zolwim tempie na poludnie... .Wczoraj wkurwiony Bohun spalil Rozlogi.
Z listu Skrzetuskiego do Heleny okazalo sie bowiem, ze musi znalezc
sobie inna panienke, na tego potwierdzenie Zagloba przymocowal go do
stolu i sprzatnal sprzed nosa Helene.... Slucham wlasnie "Ogniem i
Mieczem" na mp3. Ta i kilkaset innych audioksiazek ofiarowal mi
znajomy zeglarz -
Przemek.
Koles ma chory wzrok ale to go nie ogranicza, bierze zycie
garsciami,malo tego, plauje rejs dookola swiata i jestem pewien ze
jesli nie podda sie tym "smierdzielom" ktore szepcza nam
zwykle do ucha - "nie dasz rady , nie uda ci sie ," lepiej nie
ryzykuj " i "wdepcze je w podloge" - na pewno mu sie uda....
DZIEN DZIEWIATY
Wed Mar 14 16:56:40
2007 UTC - 23 16.28 N - 125 46.27 W
Wiatr polazl se
gdzies na dobre, te drobiny ktore zostaly co chwile zmieniaja
kierunek, gdyby chociaz te resztki wialy od
polnocnego-wschodu wystawilbym genule na bomie
spinakiera i dryfowalibysmy chociaz we wlasciwa strone. Przypominaja
mi sie depresyjne relacje zeglarzy z bezwietrznych okresow i
zaczynam rozumiec co mieli na mysli.. Z drugiej strony nigdzie
sie nie spiesze - nie poganiaja mnie rekordy, ani producenci
prezerwatyw ktorzy domagaliby sie pewnie teraz szybszego plyniecia
lub wiekszej naklejki z latexowym kondonem na burcie -
jest tak poniewaz ani rekordowych ambicji , ani sponsorow nie mam...
Wlasciwie nic nie stoi na przeszkodzie bym czul sie dzis szczesliwym
- to my przeciez nadajemy nazwy "rzeczom" i decydujemy jaki bedziemy
dzis miec stosunek do stojacego przed oknem drzewa...
DZIEN OSMY
Tue Mar 13 15:55:02
2007 UTC - 23 43.81 N - 125 27.25 W
Przedwczoraj w
nocy wiatr prawie zdechl, dzis w nocy zdechl kompletnie. Luka,
widocznie naturalnie dla niej, w takich okolicznosciach ustawila sie
bokiem do martwej fali i gdyby nie moja i mojego Pierwszego
Oficera wrodzona odpornosc na chorobe morska, zygalibysmy pewno poza
horyzont. Nie dalo sie spac na waskim siedzeniu w sterowce wiec
spalem dzis w mesie – mniej tam bujalo pewno dlatego ze nizej.
Wacek nic sobie
z tego nieznosnego bujania nie robi , od kilku dni morduje
kosc z twardej wolowej skory, ktorych to kilka workow dostal w
prezencie od Beaty, albo obszczekuje innego psa , ktory wyglada jak
on, i zjawia sie czasem w lustrze na scianie. Wczoraj wszczal
ananture ze stadem delfinow, plasajacych wokol Luki. Rozdzieral swoj
maly psi pysk jak gyby tak wlasnie nalezalo walczyc z "groznymi"
delfinami . Kiedy "pokonane" odplynely.... ze sterczacym w do
gory kikutem ogona, zabral sie za kosc.
DZIEN SIODMY
Mon Mar 12 16:34:30
2007 UTC - 24 2.34 N - 125 18.79 W
Wydarzyla sie
tragedia, nie moge przestac o tym myslec... nie dotyczy
besposrednio mnie, ale czuje ja gdyby to mnie los odebral cos bardzo
cennego ... szczerze wspolczuje Benkowi.Benek to moj dobry kolega,
stalismy nieomal burta w burte w Ensenadzie. Remontowal swojego
Morgana 52’ za kilka miesiecy mial zamiar przeniesc sie na Morze
Corteza... Wczoraj dostalem od niego SMS ze jego jacht sie spalil...
Rozrabial na pokladzie pojemnik z zywica, zdaje sie epoksydowa,
i nastapil samozaplon, tuz obok staly inne pojemniki z acetonem i
rozpuszczalnikiem. Pisal ze jacht spalil sie w ciagu 10 min..
Zdaje sie
umarlo czyjes marzenie... .
Jacht Benka ( z
prasy mexykanskiej)
DZIEN SZOSTY
Sun Mar 11 17:11:33
2007 UTC - 24 42.84 N - 124 15.68 W
Dzien jak
wczoraj, poza tym ze udalo mi sie nawiazac lacznosc radiem,z
Robertem Krasowskim,
ktory to wspieral i wspiera w drodze wielu zeglarzy, min.
Krzysztofa Baranowskiego
w jego niedawnej podrozy dookola swiata, a takze
ostatnio Nektona podczas przejscia polnocnowschodniego.
Okazalo sie ze pzez ta czarna skrzynke naprawde moza pogadac..
Byly co prawda trzaski i gwizdki , ale nie mozna przeciez
wymagac cudow, w kazdym razie nie co dnia...Od dwoch dni nie
zmieniam ustawienia zagli... Luka plynie na autopilocie, pogoda na
nastepne trzy dni wyglada ladnie.. moze sie dzis osmiele i otworze
flaszke ... gorzej tylko gdyby trzeba bylo w nocy zagle zmieniac...
ale” ryzyk fizyk..”W nocy wypial sie kontraszot grota (dla
niezaawansowanych to lina ktora trzyma bom by nie latal)
zastanawialem sie chwile, czy by nie poczekac do rana , ale
wyobrazilem sobie zaraz spusztoszenia jakich by dokonal przelatujac
bez kontroli z jednej burty na druga, no i rowniez -"wychodzi
bosman na poklad a bom go w lep jeb"- mogl by mi GUZAAA nabic. Wiec
oswietlilem poklad jak lotnisko, zapialem pas bezpieczenstwa z
podwojnymi linkami i prawie na kolanach podpelzalem po prawie
dotykajacej wody burcie, do miejsca gdzie blok napinajcy line sie
wypial.. jutro zmienie tego gnojka na inny , juz mu nie ufam..
Dbam o swoj balans ,
chociaz ciezko mi to idzie,.. tesknie i co jakis czas dopada mnie ze
rejs naprawde sie zaczal i bede prawie rok na tym "wygnaniu"..
Luka pieknie zagluje
jestem pewien ze dowiezie mnie bez problemu Zaczyna mi sie to
podobac..Ciekawe jak bede o tym myslal kiedy bedzie zimno glodno i
sztormowo...
Zapewniam
cie , za kazdym razem , bez wzgledu na pogode zapinam sie i to
na podwojna linke , wiec nie musisz sie o to martwic...Co do twoich
snow: kompresory mam oba wiec nie zawroce :))))
DZIEN PIATY
Sat Mar 10 13:16:19
2007 UTC - 26 3.57 N - 122 8.01 W
Dzis spokojne
zeglowanie , wiatr prawie staly z polnocy 6-10 kn , okolo 18:00
minol mnie w odleglosci -+ 20 mil przed dziobem olbrzymi
kontenerowiec..., Znowu ktos wzywal pomocy przez radio gdzies na na
wysokosci
San Diego.. Dziwne ze radio VHF slychac z odleglosc 400 mil,
slysze kiedy straz graniczna przepytuje jakis jacht wchodzacy
do portu w
San Diego, lub
Los Angeles...
W nocy wiatr stezal,
zastanawialem sie czy nie zrefowac czegos, ale prognoza pogody
twierdzila z cala pewnoscia ze wiatr nie przekroczy 20 kn wiec
wsluchiwalem sie tylko w nowe odglosy LUKI ,
strzelania , pukania , i stukajaca pompe hydraulicznego
autopilota...
DZIEN CZWARTY
Fri Mar 09
14:56:42 2007 UTC - 27 26.13 N - 120 32.73 W
Wczoraj bylo
sliczne zeglowanie, przez wiekszosc dnia wialo z 15 wezlow (mam
reczny wiatromierz , nie pokazuje zbyt dobrze). Okolo 8 rano VHF
rozdaro sie alarmujacym sygnalem, ktos wcisnal sygnal wzywania
pomocy.
Na ekranie radia
przesuwala sie informacja ze ktos wysyla distress signal, nie bylo
jednak pozycji, sprawdzilem dokladnie horyzont, byl idealnie
pusty.Sygnal VHF dociera kilkaset mil wokol, byc moze zreszta ktos
bawil sie tylko radiem.Przed dziesiata wieczorem, zanim jeszcze
wzszedl ksiezyc zauwazylem niezwykle fosforyzujace smugi
przemieszczajace sie z duza szybkoscia wokol jachtu. Robilo to
niesamowite wrazenie... Musialy to byc delfiny ciagnace za soba
smugi fosforyzujacego planktonu.
Wacek
obszczekuje z pasja swoje odbicie w lustrze.. moze szuka kolegi...
Caluje cie moje
sloneczko kochane sciagne list od ciebie wysylajac ten jesli nie
bedzie nic pilnego to odpowiem jutro..
DZIEN TRZECI
Thu Mar 08 14:35:07
2007 UTC - 29 0.24 N - 118 43.11 W
Dzien zaczal sie
od awarii pompy zezowej .. Wlacza sie czasem na chwile ,
jedynym miejscem przez ktore dostaje sie woda, to uszczelnienie walu,
tym razem nie wylaczyla sie i wygladalo ze pompuje
nieustannie... Zajrzalem do zezy i na moment tylek mi sie
zacisnal, wygladalo ze w zezie plynie wartka rzeka.. Bylo jednak
niemozliwe zebysmy brali bez powodu tyle wody, przyjrzalem sie
dokladniej i poczulem ulge , okazalo sie ze spadl waz i pompa
mieszala wode w zezie.. Naprawilismy i usprawnilismy .. teraz
nie spadnie.. Wiatr rano krecil, podmuchiwal to z prawa
to z lewa, okolo poludnia przysiadl se na kierunku
wschodnio-poludniowym z sila -+ 10 nm/h. Dzis godzina 6:30
minelismy lewa burta w odleglosci -+ 15 mil wyspe Guadalupa. Bylismy
tu kilka miesiecy temu z Beata i Mirkiem wymienilismy u
rybakow worek langust za piwa.. Wyszlo langusta za piwo.. jedlismy
je potem pol dnia ugotowane i polane roztopionym maslem.. pycha.
DZIEN DRUGI
Wed Mar 07
14:01:51 2007 UTC - 30 48.06 N - 117 19.06 W
Wiatr kreci jak gdyby
nie byl pewien co ma ze mna zrobc... posuwamy sie jednak w dobra
strone. Mowilem ci przez telefon ze zlapalem rybe , jakas "tunowata".
Zrobilem z niej filety i usmazylem wczoraj..Bede ja teraz jadl przez
dwa dni. Wacek troche jaby zagubiony, lazi za mna krok w krok,
przyzwyczaja sie do nowej rzeczywistosci. Bede musial usprawnic dzis
kilka rzeczy na pokladzie , najwazniejze sa kontraszoty ,musze
znalezc jakis latwiejszy sposob by je wybrac z miejsca w ktorym
wybieram talie grota.
DZIEN
PIERWSZY
Tue Mar 6 12:28:40
2007 UTC - 31 51.23 N - 116 37.32 W
Start
6 marca 2007, godzina 12:28

|