DZIEN 392
DZIEN 391
Mar
31
Plyniemy.
DZIEN 390
Sun
Mar 30 16:28:59 2008 UTC - 31 50.47 N - 120 35.63 W
Jak to dobrze ze mialem czujke i wieczorem zrefowalem grota, mialo
wiac nie wiecej niz 20 wezlow (5B), ale nad ranem walnelo w nas
jak mlotem, z oparcia kanapy zrobilo sie siedzenie. Zapalilem
swiatla na masztach, szybko zrzucilem bezana i
odpadlem od wiatru.
Dwie godziny grzalismy
9-10 wezlow na podwojnie zrefowanym grocie i
dwoch
malych, przednich zaglach. Do Ensenady 200
mil, dzis pewnie wyjdzie w morze Aurora i
jutro powinnismy sie spotkac.
Jesli wiatr przysiadzie, wejdziemy do portu pojutrze rano, jesli
bedzie wial, jak wieje teraz, moze zacumujemy juz jutro
wieczorem.
DZIEN 389
Sat
Mar 29 16:33:51 2008 UTC - 30 54.48 N - 122 54.88 W
Ocean chce sie nas chyba juz pozbyc, bo dzis od rana mamy baksztag,
a baksztagu o tej porze roku, na tym kursie byc nie powinno.To chyba
Mama Ocean zegna sie w ten sposob z nami. Niedlugo wplyniemy w
kamienne klatki portu, bedzie nam slac pozdrowienia. Z przerazeniem
przygladam sie zaswinionym kabinom, dzis mniej buja,
powinienem zabrac sie za porzadki, ale jest taki totalny syf ze
niewiem w ktorym miejscu zaczac. Wczoraj odkrylem przeciek prosto na
koje w drugiej kabinie, kapie przez uchwyt mocujacy bom genuy do
pokladu, bede musial solidnie je uszczelnic.
DZIEN 388
Fri
Mar 28 17:25:25 2008 UTC - 30 4.37 N - 124 37.14 W
Wiatr, jak obiecywal wheater fax - wykrecil, od rana mamy NW i teraz
szybko nabieramy wysokosci. Ensenada lezy prawie na 32* stopniu
szerokosci, poczuje sie dobrze gdy wejdziemy juz na ten 32 stopien i
reszte drogi zrobimy slicznym polwiatrem.
W nocy obudzil mnie groszek z marchewka, puszka zaczela turlac sie
halasliwie w ktorejs szafce. Gdy juz zdalem sobie sprawe ze ten nowy
dzwiek nie oznacza niebezpieczenstwa, zastanawialem sie czy jej nie
zignorowac, ale rozsadniej bylo podejsc do szafki i zasztalowac
puszke. Kiedy ja mocowalem, zjechalismy ostro z jakiejs wiekszej
fali, Luka poleciala na burte, a ja wpadlem w plastikowy kontener z
pletwami i kompresorem do nurkowania, ktory dawno juz powinien
wrocic do magazynku na rufie... Cale szczescie ze nie wpadlem
tylkiem w kontener obok, wypelniony przyborami do szycia zagli i
szplasownai lin, duze igly, ostro zakonczone rurki do szplasowania
lin, dlugie nozyce i mnostwo innych "jezy". Z bolem duszy
wezme sie dzis za porzadki, nie znosze sprzatania, sprzatanie jest
niekreatywne, nic z tego nie wynika, a za kilka dni bedzie tak samo.
DZIEN 387
Thu
Mar 27 15:25:37 2008 UTC - 29 27.14 N - 126 45.21 W
Plyniemy prawie w strone Ensenady, spycha nas troche na poludnie,
dzis wiatr powinien zaczac wykrecac na polnocno zachodni i nasz kurs,
miejmy nadzieje sie zmieni. W nocy obudzila mnie cisza, godzine
bujalismy sie na zdechlaku, zagle szamotaly sie niecierpliwie, na
kazdym bomie mamy kontraszot, wiec obylo sie bez "kowalskich mlotow".
Potem wiatr wrocil, miejmy nadzieje ze dzis odkreci i zaczniemy
nabierac wysokosci.
DZIEN 386
Wed
Mar 26 16:45:23 2008 UTC - 29 39.57 N - 128 22.60 W
Rano zrobilismy zwrot na Ensenade, narazie idziemy troche na dol,
ale jutro, pojutrze wiatr powinien wykrecic na polnocny, a potem na
polnocno zachodni, a my wykrecimy razem z nim. Autopilot nadal
odpoczywa, Luka gdy sie jej nie zmusza autopilotem, nie ustawia sie
zbyt ostro do wiatru, ale na tym kursie jest jej wygodnie, a po tym
dlugim rejsie zasluzyla na male luzy...
Wysiadla drukarka, polalo sie na nia troche slonej wody, ktoras
sruba mocujaca prowadnice bloku szota genuy przestala byc szczelna
...
Drukarka zasyczala, wypuscila troche dymu i zdechla.
Odkad przestal dzialac ostatni MP3 player, drukowalem ksiazki, ale
juz sie nie da. Zostalo kilka dni rejsu, musze sie czyms zajac,
znalezc cos do czytania, inaczej bede wlaczal GPS -plotter co
pietnascie minut i sprawdzal ile jeszcze zostalo.
DZIEN 385
Tue
Mar 25 17:54:23 2008 UTC - 28 24.17 N - 127 38.32 W
Plyniemy, od rana towarzysza nam delfiny, nie wyskakuja z wody, nie
pokazuja ogonow, plyna po obu stronach Luki, jak eskorta...
Blizej brzegu powinnismy spotkac wieloryby, przenosza sie wlasnie na
polnoc, w strone Ciesniny Beringa. Firmy produkujace elektornike
morska powinny wykreowac nadajnik
mikrofal, nieprzyjemnych dla „ucha” wielorybow (z orkami wlacznie),
tak, by schodzily z drogi statkom, ktore czasem rozjezdzaja te
wielkie ssaki gdy spia, a takze by dac orkom znac, ze jacht zaglowy,
ktory od dolu, zwlaszcza w nocy wyglada jak spiacy wieloryb, nie
bedzie dla nich jadalny.
Historia zna przypadki takich dramatycznch, czasem tragicznych
pomylek.
Bujajacy sie na lagodnej fali jacht, zwlaszcza w nocy, byl nagle
atakowany przez kilka orek, ktore z braku mniejszych ofiar poluja
czasem na wieloryby. Rozpedzone, atakuja glowa (maja bardzo gruba
czaszke) i uderzeniami, kazdym o sile kilku ton zabijaja wieloryba.
Jesli maja wybor, wybieraja mlode wieloryby. Mniejsze jachty maja
wiec wieksza szanse na taki sparing.
Niewiele jachtow jest w stanie przetrwac takie spotkanie, zwykle
konczy sie wielka dziura i jacht tonie w ciagu kilku minut.
Mozna by takie mikrofalowe urzadzonka poprzyklejac statkom
wielorybniczym hehehe, – to zadanie dla chlopcow Greenpeace.
DZIEN 384
Mon
Mar 24 15:57:05 2008 UTC - 26 51.02 N - 126 42.97 W
Plyniemy, nic wartego opisania.
DZIEN 383
Sun
Mar 23 17:09:07 2008 UTC - 25 34.28 N - 125 36.80 W
Dlugi ten hals, na upartego jutro moznaby sie lamac, ale musze
wziasc poprawke na polnocny prad, ktory bedzie znosil nas na
poludnie, dobre 30 mil na dobe... Zostaniemy na tym halsie jeszcze 2
- 3 dni i dopiero potem, na pewniaka wykrecimy w strone portu. Beata
bedzie w Ensenadzie 31-go i tego dnia pownnismy wejsc do portu, albo
1 kwietnia rano.
Wczoraj jak zwykle sluchalem radia na czestotliwosci 14.300. Operuja
na niej dobre dusze, radioamatorzy, glownie z US, staraja sie
pomagac ludziom w potrzebie, zwlaszcza tym na morzu, ale takze
kazdej stacji w ruchu, wielu amerykancow posiada radia amatorskie
zamontowane w samochodach. Systematycznie podaja pogode na okolice
Karaibow i srodkowego Pacyfiku, takze w kazdym innym miejscu jesli
sie o nia poprosi. W pewnym momencie jakis zdesperowany glos wtracil
sie do rozmowy, powiedzial ze zdazyl sie wypadek na jachcie, i
natychmiast potrzebuje pomocy lekarza. Okazalo sie ze rozmowca
rozcial sobie nozem skore na przedramieniu, na dlugosci 2,5 cm, rana
przestala juz krwawic, i teraz domagal sie instrukcji co ma z tym
zrobic. Hehe. Po pol godzinie znalazl sie jakis lekarz radiowiec,
wysluchal dramatycznej opowiesci o ostrym nozu i salatce z pomidorow,
kazal obmyc rane woda utleniona i zakleic plastrem hehehe. Miejmy
nadzieje ze gosc bedzie wiedzial jak sie nakleja plaster...
DZIEN 382
Sat
Mar 22 16:45:39 2008 UTC - 24 16.45 N - 124 21.60 W
Dzis, krotko po polnocy (PST) przecielismy nasz kurs sprzed roku.
Oplynelismy ziemie.
Teraz zap......my do Beatki i zimnego piwa. Beata ma dla mnie wiekie
cygaro, nie pale od lat, ale z jakiegos powodu mam wielka
ochote na to jedno, w towarzystwie zimnego, dobrego piwa. Wczoraj
zrzucilem sztaksla, wnioslem go do sterowki i wciagnalem mu w dolny
lik,(jak gume w majtki ) linke. Dolna czesc zagla bardzo lopotala,
nie moglem tego zlikwidowac przesuwajac blok szota. Takie lopotanie
na silnym wietrze predzej, czy pozniej konczy sie rozdarciem, teraz
lik dolny zaokraglil sie, i nie lata. Jedziemy na zrefowanym grocie,
chociaz moznaby go postawic calego, ale na prawej burcie jest ta
naprawiana podwiez wantowa, nie chce kusic losu, nie wiadomo czy
zdazylbym zrobic zwrot, gdyby pekla. Rozgladam sie dookola, straszny
sie tu syf zrobil, ktoregos dnia trzeba bedzie posprzatac, pochowac
pudla z czesciami do magazynku na rufie, sprzatnac kambuz (kuchnie)
i zrobic klar na pokladzie, Luka mimo ze zmeczona rejsem i
zarosnieta glonami, musi wygladac ladnie...
ps
do "kryslas" : Sens powiedzenia "Strzezonego Pan Bog strzeze"zgadza
sie w pewnym sensie z rozwiazaniem "rownania", i braku innych,
wygrales sobie koje w jesiennym rejsie na Karaiby. Napisz do mnie
e-mail. Pozdrawiam.
DZIEN 381
Fri
Mar 21 16:57:31 2008 UTC - 23 10.21 N - 123 18.87 W
Jutro bede mogl powiedziec "Oplynelismy swiat", do zamkniecia petli
pozostal kawalek...Ten prawy hals wychodzi mi juz bokiem. Spanie w
tych warunkach to okreslenie czysto teoretyczne, mam wrazenie ze w
ogole nie spie.
Chyba obloze dzis materacem krawedz stolu, inaczej wytloczy mi na
stale rowek w poprzek zeber. Plyniemy ostro do wiatru i fali,
nieustannie nami rzuca, czesto musze zwalniac, zrzucac grota, bo
idziemy za szybko i Luka wbija sie dziobem w co druga fale.
Dzieki Bogu Wacek i ja, prawdziwi zeglarze, nie cierpimy na
przypadlosc typowa dla "ludzi z ladu", w ogole nie chorujemy, a od
kilku dni warunki do rzygania sa doskonale, rzuca nami dziko we
wszystkie mozliwe strony, wyobrazam sobie jak musialoby wyginac w
takich warunkach mniejsza, lzejsza lodka...
Odpornosc na chorobe morska to nasza cecha genetyczna, moj brat
Mirek (niech mu juz zawsze spokojnie wieje) nigdy nie chorowal na
morzu, Janek, wuj moj, takze nie choruje. Mowi sie ze fala na morzu
jest po to, zeby nie kazdy dupek mogl zostac marynarzem. Chociaz
Nelson, chluba angielskiej marynarki, na obrazach malowany byl z
chlopcem okretowym tuz za jego plecami, trzymajacym wiadro. Nelson
wielki zeglarz i morski bandyta rzygal jak dziecko zaraz po
wyjsciu z portu.
Choroba morska zamordowala wiele marzen o zeglowaniu i koralowych
wyspach, wiele z nich konczylo sie tuz za glowkami portu. Wychodzi
na to, ze mamy farta.
"Jedni maja mieso, a nie moga jesc, inni go nie maja i cierpia glodu
meki. A my mamy mieso i mozemy jesc, niech wiec beda Bogu za to
dzieki" - Robert Burns.
Wyglada na to ze nam udalo sie wstrzelic w okres dobrej pogody na
Hornie... Myslalem kiedys zeby oplynac kanaly w Patagonii, ale po
kotwiczeniu przy Herschel,wiem mniej wiecej jak wygladaja, i
zupelnie przestalo mnie tam ciagnac. Cieple wyspy, nurkowanie i
langusta na grillu...
Wyglada na to ze polozyli laske na Bona Terra, moze nie zatonie i
ktos ja znajdzie...
DZIEN 380
Thu
Mar 20 16:41:09 2008 UTC - 21 50.30 N - 122 9.84 W
Od kilku dni Luka kieruje sie sama, autopilot odpoczywa... Nie musze
sprawdzac czy wiatr wykreca, Luka jak z samosterem skreca razem z
wiatrem. Pod wieloma wzgledami to wspanialy jacht, duzy, ale nie za
duzy, moze podrozowac z duza zaloga, mozna zeglowac solo, bardzo
solidnie zbudowany no i mamy tu wszystko co niezbedne i wiecej.
Jutro w nocy przetniemy nasz "stary kilwater", zamkniemy petle.
Jutro wszystkie wydarzenia tego rejsu zamkna sie w kole, nie bedzie
juz mozna niczego tam dolozyc, ani niczego stamtad zabrac. Wujek
Janek juz nam pogratulowal, stwierdzil jednak ze glowna nagroda za
udany rejs nalezy sie Luce, i kupil jej w nagrode zegar
wskazujacy
czas przyplywu i odplywu morza, zebysmy nie szorowali nia po
kamieniach na plytkich Bahamas.
DZIEN 379
Wed
Mar 19 16:04:03 2008 UTC - 20 30.96 N - 120 49.31 W
Plyniemy, jeszcze z tydzien pod gorke i machniemy sie na Ensenade,
potem kolejne 4-5 dni i w koncu zwolnie hamulec windy kotwicznej...
Wczesniej, mam nadzieje spotkamy S/V Autore, na pokladzie bedzie
Beata i wuj moj, Jan z Gostolina, a takze kapitan Zygi z rodzina.
Trudno mi bedzie powstrzymac sie od abortarzu na Aurore i dobicia
mojej Beatki w tych rozowych figach. Mam nadzieje ze spotkamy sie
nie dalej niz 100 nm od Ensenady i jakos ten ostatni dzien wytrzymam...
Martwi mnie troche Zygi, Aurora powinna byc juz w Ensenadzie, pewnie
ida brzegiem, wlacza z przeciwnym pradem i wiatrem w oczy.
DZIEN 378
Tue
Mar 18 16:47:13 2008 UTC - 18 55.44 N - 120 24.85 W
BonaTerra podobno nadal dryfuje, dwa dni temu widziano ja na pozycji
55*32S i 066*07W. Slowo daje, gdybym byl w tamtej okolicy
odnalazlbym ja, pewnie mozna by ja uratowac...Chlopaki z Selmy
powinni ruszyc dupe i przynajmniej sprobowac... Mozna by zabrac
solidna pompe, wyciagnac z niej wode, odciac resztki olinowania z
masztami i podcholowac do Puerto Wiliams. Szkoda...
Wieczorem przetarla sie linka na liku wolnym sztaksla i brzeg zagla
lopotal wsciekle, robilo sie juz ciemno, wiec go zrzucilem. Gdybym
go zostawil, rano zostalyby z niego tasiemki. Dzis wymienilem
przetarta linke i plyniemy dalej.
DZIEN 377
Mon
Mar 17 19:04:29 2008 UTC - 18 13.81 N - 119 50.05 W
W nocy nam troche dokopalo, weather fax pokazywal wiatr 25 wezlow,
ale nad ranem dmuchnelo ze 35... Plyniemy ostro do wiatru, normalnie
w takich warunkach wieczorem zrzucilbym genue, a w jej miejsce
postawil sztaksla, ale zdaje sie ze podswiadomie zaczynam sie
spieszyc, i choc rozbijalismy z hukiem fale, jak kuter torpedowy,
szkoda mi bylo tracic szybkosci i genua zostala na sztagu. Nad ranem
dmuchnelo mocniej, Luka polozyla sie mocno na burte, a nielatwo ja
przykleic do wody, jest szeroka. Wlecialem pod stol, a pamietam ze
wlasnie snilo mi sie cos ladnego, wszedlem do sterowki, zapalilem
swiatla na masztach, lustrowalem poklad, i w tym momencie, jak na
zawolanie trzasnela genua. Poleciala szeroko w gore przy liku wolnym
i do samych "jaj" na linii refowania. Odruchowo chcialem natychmiast
wyskoczyc na poklad, ale ten madrzejszy ja, posadzil mnie na dupe,
kazal wlozyc spodnie od sztormiaka i pas asekuracyjny...Uzywam
szerokiego, mocnego pasa jako zabezpieczenia, zamiast typowej
zeglarskiej "uprzezy". Zwykle po obu stronach jachtu, na pokladzie,
mocuje sie silna tasme, lub line, do ktorej przypina sie zaloga
dlugimi linkami przymocowanymi do "szelek". W tym ukladzie
zalogant nadal moze wyleciec za burte, ale dalej nie odplynie, linka
polaczona z tasma na pokladzie zatrzyma go przy jachcie...Bedzie
walil glowa i czym sie da o burte, az go ktos wciagnie na poklad. W
naszej sytuacji ten uklad jest do bani, nie ma nikogo kto by mnie
ewentualnie wciagnal na poklad, a tak nawiasem, to ciezka robota.
Kiedys, dwa razy w jednym rejsie wyciagalem z wody niezdarnego
zaloganta, i za kazdym razem musialem sie niezle napracowac. Problem
bezpieczenstwa na pokladzie musial byc rozwiazany w taki sposob,
zeby w zadnym razie nie dopuscic do wypadniecia za burte. Na Luce po
obu stronach sterowki, od dziobu do rufy, zamocowane sa dwie mocne
liny, na wysokosci piersi. Oryginalnie funkcje lin bezpieczenstwa
pelnila stalowka Ľ cala, ale na Indyku zmuszony bylem zrobic z niej
baksztagi i wymienilem ja na mocna line. Niezaleznie ktora strona
ide, jestem przypiety krotka linka do liny bezpieczenstwa i jesli z
jakiegos powodu strace rownowage, krotka linka nie pozwoli mi
dotrzec dalej niz do relingu. Wyszedlem wiec na poklad w gortexowych
spodniach, przypiety do liny bezpieczenstwa, genua w tym czasie
szalala na wietrze i darla sie coraz dalej. Luka pozbawiona naporu
wielkiego zagla rzucala sie teraz dziko na wysokiej fali, a ja
na czworakach, jak pies na smyczy szarpalem sie z genua, ktora chyba
z zemsty ze jej nie zdjalem, walila mnie z furia po glowie, jak
wkurwiony boxer.
W koncu zrzucilem cala na poklad, a raczej to co z niej zostalo, i z
obolala geba, jak po ulicznej bojce, wrocilem do sterowki. Do rana
wleklismy sie na bezanie i foku marszowym. Rano zwinalem dokladniej
podarta genue i postawilem sztaksla. Kusi mnie zeby podniesc grota,
ale powstrzymuje mnie widok rozdartej genuy... Ostatnio wciaz musze
przypominac sobie hierarchie waznosci tego rejsu.
Najwazniejsze doplynac w jednym kawalku - plynac najwygoniej jak sie
da - i na samym koncu - plynac ewentualnie szybko.
Zastanawiam sie jak Bona Terra zlamala oba maszty, 13 marca wialo w
okolicy Hornu 50- 60 wezlow, szkwalilo do 100, ale kiedy ja
doczekalem sie wreszcie dobrego okna pogody przy Hornie i za kilka
godzin mialem ruszac, chlopaki z Selmy ktorzy tez czekali na lepsza
pogode w Puerto Williams ostrzegali mnie ze zapowiadane sa szkwaly z
wiatrem do 70 wezlow.
Polecialy oba maszty, wiec Bona Terra musiala sie wysypac..,i to
pewnie 360*, w innej sytuacji musialaby miec cos skopane z
olinowaniem masztow, ale wtedy polecialby jeden maszt, chyba ze oba
byly solidnie polaczone... To moze byc dobra lekcja dla zeglarzy...
DZIEN 376
Sun
Mar 16 20:22:19 2008 UTC - 16 57.38 N - 118 51.18 W
W nocy pasat zaniemogl i co pol godziny robilismy zwroty...
Autopilot nie mogl utrzymac kursu, martwa fala szamotala zaglami. W
koncu zrzucilem grota, odpadlem troche, wylaczylem autopilota i Luka
ruszyla powoli sama, pod zrefowana genua, fokiem marszowym,i bezanem.
Reszta nocy minela spokojnie. Rano wiatr wrocil, postawilem grota,
ale nie wlaczylem autopilota, wychylilem ster 5* na zawietrzna i
zrownowazona. Luka narazie trzyma kurs sama, to zaleta dwoch masztow...
Wczoraj pasat wykrecil na NE, idziemy teraz bardziej na zachod, ale
jutro w nocy wiatr ma wykrecic na NE i znowu skoczymy do gory.
Mysle o S/Y Bona Terra, i coraz wyrazniej zdaje sobie sprawe,
jakie mielismy szczescie do pogody. Ja takze na etapie planowania,
zastanawialem sie nad przejsciem Przyladka Horn w marcu. Podobno
wlasnie w marcu mozna liczyc na wiatry z SE i wygladalo, ze to
najlepszy miesiac na oplyniecie Padere de Hornos w kierunku ze
wschodu na zachod, ale gdzies podswiadomie obawialem sie, ze to juz
bedzie jesien, a na oplyniecie czeka nie tylko sama wyspa Horn,
ktora (jak niedawno udowodnil nasz rodak) mozna oplynac pontonem z
silnikiem, ale trzeba przebic sie "pod wlos" przez cala Ciesnine
Drake i potem kilkaset mil w gore zanim wyjdzie sie ze strefy
ryczacych czterdziestek, i jak sie okazalo "ryczacych setek"...
W moim swiecie jacht to nie tylko zmyslnie uksztaltowane drzewo,
aluminium i plastik...., kazdy jacht ma swoja "dusze".
Wiatr nie bedzie wiecej targal zmeczonych zagli i zrywal liny S/Y
Bona Terra, niech odpoczywa w spokoju.
DZIEN 375
Sat
Mar 15 20:54:33 2008 UTC - 15 57.47 N - 117 32.85 W
Dostalem wczoraj SMS-a od Beaty o zatonieciu polskiego jachtu w
okolicy Przyladka
Horn.
Informacja ktora dotarla do mnie, jest bardzo lakoniczna, mowi
jednak o najwazniejszym, ze zaloga ocalala. Wzmianka o tym smutnym
zajsciu musiala sie ukazac w Chilijskiej prasie, pisal ja jakis "szczur
ladowy", nie w ma niej zadnych szczegolow, oprocz nazwiska zeglarza,
i kapitana kutra, ktory go podjal. Pewnie niedlugo pojawi sie wiecej
szczegolow tego dramatu.
Wiatr dochodzil w porywach do 190 km/h, to juz huragan, z takim
wiatrem mozna tylko grzecznie jechac w dol i za wszelka cene zwolnic
bieg jachtu. Wszystkie wywrotki, o ktorych slyszalem, czytalem,
mialy miejsce kiedy jacht szedl z wiatrem, bardzo przypieszyl
zjezdzajac z wiekszej fali, wyostrzyl bokiem do wiatru i wtedy ta
sama fala z ktorej zjechal, lub nastepna, uderzala w wystawiona
prostopadle burte, i siup.. Wielu zeglarzy nie uznaje dryfkotwy,
jako bezpiecznego rozwiazania w takich warunkach. Dzieje sie tak
dlatego, ze nikt nie wytlumaczyl im, jak dokladnie powinno sie jej
uzywac... Dryfkotwa to urzadzenie, a nie kawal grubego plotna z lina
... Po pierwsze dryfkotwa sie obraca, wiec musi miec solidny kretlik,
po drugie nalezy ja wlasciwie zamocowac. Nie mozna przywiazac liny
na rufie lub na dziobie, i wrzucic ja do wody... Jacht ustawi sie
wtedy w linii wiatru, bedzie szarpal i co kilka minut robil zwroty.
W
tej pozycji bedzie takze duzy napor wody na pletwe sterowa...
Dlugosc liny powina byc tak dobrana , by dryfkotwa i jacht zjadowaly
sie w podobnych miejscach na fali. Lina dryfkotwy powinna byc
odpowiednio dluga i zamocowana do glownego kabestanu przednich zagli,
a druga line z blokiem, przez ktory przechodzi glowna lina dryfkotwy,
nalezy zamocowac na dzobie (w przypadku jachtu z otwratym kokpitem).
Naciagajac line na dziobie, mozna ustawic jacht pod odpowiednim
katem -
+ - 50* do wiatru i skosnie do fali. Na jachcie bez otwartego
kokpitu i duzym wyporem na rufie (Luka), mozna zamocowac line z
blokiem na rufie i skosnie wystawic rufe do wiatru i fali.
Kadlub jachtu dryfujac tworzy zawirowania, ktore lagodza stromizne
nadbiegajacych fal. Nalezy takze rozumiec, ze otwarty kokpit w
ciezkiej pogodzie moze nagle zaczac pelnic role lejka i wtlaczac
wode do wnetrza jachtu, im wiekszy kokpit, tym wiekszy lejek...
Zrzucenie zagli i pozostawienie jachtu samemu sobie spowoduje ze
jacht prawie napewno ustawi sie bokiem do fali, i pomijajac fakt ze
buja wtedy nieznosnie, w takim polozeniu najlatwiej sie wywroci.
No i odpowiednia pora roku, polowa marca, moze byc dobrym okresem na
przejscie Przyladka Horn w kierunku E-W, ale potrzebny jest dobry
weather fax, i miejsce zeby sie przyczaic. W innym przypadku trzeba
miec duzo szczescia..., naszemu rodakowi troche go zabraklo, ale to
najwazniejsze szczescie go nie opuscilo, i dzieki Bogu bedzie mogl
nam o tym opowiedziec... Amen
DZIEN 374
Fri
Mar 14 17:05:55 2008 UTC - 14 5.71 N - 116 4.92 W
Odkad plyniemy z polnocno wschodnim pasatem, moja kojo-kanapa
zrobila sie bardzo nawietrzna. Plyniemy pochyleni na lewa burte i
kazda fala przyciska mnie do krawedzi stolu. Nie wystarcza czasu na
przyzwoity sen, budze sie zanim jeszcze zasne. Kanapa na lewej
burcie konczy sie sciana, nie moglbym tam wyprostowac nog. Za 8-9
dni zmienimy hals, znowu zrobi sie wygodnie.
Pompa zezowa nr. 1 wymieniona, wszystko w zezie cacy, generatora
wiatrowego nie ruszalem, narazie analizuje ...
Zauwazylem maly przeciek po lewej burcie, na wysokosci mojej kabiny.
Woda zbiera sie na podlodze, a wiec leci gdzies z gory, i tylko
kiedy idziemy w przechyle. Pierwszy raz zauwazylem to zjawisko tuz
przed Przyladkiem Horn i wpadlem w mala panike. Rozebralem pol
kabiny na lewej burcie, ale niczego nie znalazlem. Doszedlem wtedy
do wniosku, ze to musi leciec z pokladu i dalej po pochylonej burcie,
ale w tej chwili nie bierzemy wody na poklad..., chociaz wlasciwie,
raz na jakis czas wpadaja bryzgi i woda splywa dokladnie w miejsce
nad moja kabina... Sprawe wyjasnimy chyba juz w porcie, zdemontuje
wszystkie szafki w tym miejscu i znajdziemy przyczyne.
DZIEN 373
Thu
Mar 13 18:15:27 2008 UTC - 12 22.03 N - 114 46.07 W
Plyniemy, troche wolniej niz wczoraj, moze pozniej dostawie
jakis zagiel.
Wydawalo mi sie ze naprawilem wczoraj pompe zezowa, wymienilem
automatyczny wlacznik, kabel w starym czujniku przetarl sie i urwal,
a poniewaz to cale towarzystwo czesto pracuje pod woda, zalozylem
nowy czujnik, stary polutuje, uszczelnie i zostawie na zapas. Mimo
to gdy skonczylem i wlozylem spowrotem do zezy ramie, na ktorym
zamocowana jest pompa nr. 1 z czujnikiem, nad nia czujnik polaczony
do alarmu, i wyzej pompa nr.2, okazalo sie za nadal cos nie gra z
nr.1.
Skierowalem wylot pompy zasilajacej odsalarke do zezy, napelnilem ja
woda (czulem sie troche nieswojo lejac wode do srodka ), zeby
przetestowac wszystkie systemy... Okazalo sie ze pompa nr 1, przez
pierwsze 30 sekund po wlaczeniu bierze 25 A pradu i dopiero potem
schodzi do 4A, zachowuje sie jak wielki silnik, ktory potrzebuje "wiadro"
pradu rozruchowego, pewnie robi gdzies zwarcie... Zalozymy dzis nowa.
Mam tez pompe zezowa nr.3, ta zamocowana jest na scianie maszynowni,
a takze zwinienta, exstra pompe z miekkim wezem, ktora mozna szybko
wpuscic do zezy, podlaczyc do deski rozdzielczej i wyprowadzic waz
do sterowki (ma odplywy). I na koniec nasze najciezsze dzialo, 2
calowa pompa z silnikiem spalinowym, zawinieta szczelnie w magazynku
na rufie. To nasze najciezsze dzialo na wypadek.... Ta pompa to
nawyk z okresu kiedy bylem rybakiem na Alasce. Pewnego dnia stalismy
w jakiejs zatoce przy Shelikof Strait, czekalismy az wydmucha sie
kolejny zimowy sztorm. Niedalako stal inny kuter, longliner.
Ktorejs nocy zaczal drzec morde przez radio, ze tonie i ze wysyla do
nas zaloge na pontonie, zostaje tylko kapitan i mechanik.
Wrocilem z Piterem ich pontonem na longliner, byli juz solidnie
zanurzeni, zawiezlismy nasza pompe. Pompa od razu utrzymala wode na
stalym poziomie, potem bardzo powoli zaczelo jej ubywac. Za godzine
przylecial helikopter Coast Guard, spuscili na poklad swoja
pompe, duzo wieksza, z ta juz nie bylo zartow, wywalila reszte wody
w ciagu dwoch godzin...
Okazalo sie potem ze odlecial przerdzewialy elektroliza zawor denny...
Nie warto oszczedzac na oslonach cynkowych.
Kupilem kiedys i nam podobna pompe, mniejsza, z malym czterosuwowym
silniczkiem. Teraz plywa z nami , ale poniewaz ja mamy, nigdy nie
bedzie nam potrzebna...=? ... Koja w jesiennym rejsie na Karaiby za
rozwiazanie tego "rownania"
DZIEN 372
Wed
Mar 12 15:37:37 2008 UTC - 10 23.33 N - 113 12.59 W
W nocy znowu szkwaly i burze, tym razem walilo blizej. Wieczorem
zbieraly sie ciezkie chmury na polnocnym wschodzie, zanosilo sie na
nocne "atrakcje", wiec taktycznie zrzucilem grota, cala nac
jechalismy na zrefowanej genule, foku marszowym i bezanie, mimo to
chwilami robilismy 9-10 wezlow... Drugi generator wiatrowy
zastrajkowal, pompa zezowa dziwnie pompuje - bede dzis zajety.
DZIEN 371
Tue
Mar 11 18:12:59 2008 UTC - 8 43.72 N - 111 40.00 W
Wczoraj nasz madry Filip przeniosl sie do psiego raju.
Kilka godzin wczesniej snilo mi sie ze Wacek wypadl za burte, ale
zaraz potem "zobaczylem" trzy piekne ryby, tuz przy samej rufie.
Wiadomosc odebrana...
W nocy troche trzepalo, co godzine, dwie, spadaly na nas silne
szkwaly z deszczem, potem na pol godziny robilo sie cicho, zagle
szamotaly sie jak rozgrzane gonitwa konie, potem wracal pasat,
napinal zagle, Luka wracala na kurs, a ja na kanape.
Gdzies za horyzontem przechodzila burza, blyskalo, ale nie bylo
slychac grzmotow, musiala byc bardzo daleko, i bardzo dobrze...
Podobno gdy Zeus przy...bie w maszt, cala elektronika siada, nawet
ta niepodlaczona.... Narobilby nam taki "kaszany" - radio duze, radio
male, telefon satelitarny, 3 komputery (choc tego w wodoszczelnej
walizce na czarna godzine, moze by nie spalil), dwa radary, Ploter z
GPS, antena GPS do komputera, echosonda, komputer autopilota,
inverter-prostownik...
Zostalaby tylko lampa naftowa i sekstant. Trzeba by sie przeprosic z
"Praktyka Oceaniczna" szefa Baranowskiego, otworzyc na stronie -
okreslenie pozycji i przypomniec sobie te wszystkie urocze
deklinacje, dewiacje, azymuty slonca, lokalne katy godzinne,
poprawki, zaokraglenia uff... Matematyk ze mnie kiepski,
miejmy nadzieje ze nas "ognisty szlag" w tej podrozy nie trafi (i w
nastepnych tez nie)...
.jpg)
DZIEN 370
Mon
Mar 10 16:40:11 2008 UTC - 7 4.62 N - 110 34.07 W
Polnocny pasat chwycil nas na dobre, teraz mozna spekulowac kiedy
wejdziemy do portu, mysle ze rzucimy kotwice w pierwszych dniach
kwietnia.
Nie mozemy isc prosto na Ensenade, z powodu silnego polnocnego pradu,
ktory szerokim pasem oplywa wybrzeze Kalifornii i polnocnego Mexyku
i ktory na szerokosci 800 - 1000 nm zmienia kierunek wiatru prawie
na polnocny. Idac stad do Ensenady mielibysmy wiatr w oczy, i
( ch..... w ..) przeciwny prad.
Pojdziemy 600+ mil od brzegu, moze nawet dalej jesli bedzie trzeba,
i w okolicy 28*N zlamiemy sie na Ensenade. Od dawna juz nie
lekcewaze sugestii zawartych w "Ocean Passages for the World", ale o
tej porze roku sugeruja oddalic sie az do 137W , 1200 mil od brzegu
zanim mozna zmienic kurs na prostopadly do brzegu.
Zaryzykujemy i pojdziemy troche blizej wybrzeza, najwyzej odejdziemy
potem.
W linii prostej do Ensenady zostalo +-1500 nm, ale poniewaz nie
mozemy plynac prosto, dystans wzrasta do 2000 - 2200 nm. Zakladajac
100+ mil na dobe = +- 3 tygodnie. Taki wynik wychodzi z mojego
liczenia, ale matematyk ze mnie z urodzenia kiepski. Reprezentuje
archeotyp "zdobywcy", liczenie zostawialem zawsze "zbieraczom"...
W nocy plynely z nami delfiny, ksiezyc nie mial zamiaru swiecic,
bylo super ciemno. Slychac bylo glosne oddechy gdy nabieraly
powietrza, wygladaly jak 10 torped, kazda ciagnela za soba
fosforyzujaca smuge.
DZIEN 3 69
Sun
Mar 09 15:25:33 2008 UTC - 4 47.71 N - 109 43.22 W
Plyniemy, w koncu sie ruszylismy i mam nadzieje ze zatrzymamy sie
dopiero na kotwicy w Ensenadzie. Zrobilo sie znosniej, nie jest juz
tak goraco, no i to radosne chlupotanie wody o burty, plyniemy...
Dno znowu czyste, witar w tej chwili 4-5 B, jedziemy 5-7 wezlow ,
nie ma duzej fali, jest cieplo ale nie goraco, idziemy piekna
polowka z wszystkimi zaglami na masztach. To jest ten rodzaj
zeglowania o ktorym zawsze marza zeglarze, nie mylic z zeglarzami "narwancami"
dla ktorych jacht zawsze plynie zbyt wolno... Do kompletu przydalaby
sie jeszcze jakas wyspa na horyzoncie, palmy i plaza.
Wczoraj gdy juz ruszylismy z miejsca, siadlem na koszu dziobowym i z
zachwytem patrzylem na moja lajbe. Wszystkie szmatki wybrane i
zabezpieczone kontraszotami, Luka lekko pochylona, sunela po prawie
gladkim oceanie, ech ...W takich chwilach rozumiem jasno dlaczego tu
jestem. W odroznienu od wiekszosci kobiet, Luka zyskuje na urodzie,
kiedy sie jej doklada szmatek. "Zapieta pod szyje" wyglada jak Miss
Pacyfiku.
DZIEN 368
Sat
Mar 08 18:37:51 2008 UTC - 3 27.45 N - 108 56.03 W
Cisza, dzis w nocy albo jutro rano powinnismy sie ruszyc.
Wczoraj popracowalem troche, wypilem przy tym wiadro wody, bylo
niemozliwie goraco i po kazdym ruchu splywaly po mnie strumienie
potu, teraz wiem dlaczego murzyni sa leniwi...
Kolo poludnia platforma do nurkowania, z awaryjnym uchwytem do
silnika byla na swoim miejscu. Gdy sie ja opusci, jest 20 cm nad
woda, mozna usiasc i moczyc nogi, wyjscie z wody jest treraz bardzo
latwe,nie trzeba nawet uzywac drabinki, mozna spokojnie na nia
wskoczyc.
Poprzednio kazde wyjsce z wody bylo malym stresem, wydluzona przed
rejsem drabina na pawezy, ktorej teraz z przyjemnoscia sie pozbylem,
wyginala sie i trzeszczala paskudnie pod moim ciezarem...
Wyjalem kompresor do nurkowania, wlaczylem silnik zeby doladowywal
akumulatory, ktore przez inwerter zasilaja kompresor. Wlasciwie do
tej roboty powinienem wlaczyc generator, ale czasem wyskakuje
bezpiecznik pompy cyrkulujacej wode w generatorze ( pompa wody na
generatorze nie dziala ) i jesli tego nie zauwaze silnik sie
przegrzeje, a jesli i tego nie zauwaze, silnik sie zatrze, a z pod
wody tego nie zauwaze...
Z dwojga zlego wybralem silnik glowny, choc wyobrazalem sobie, ze
dzwignia szkrzyni biegow przesuwa sie w magiczny sposob, kiedy
pracuje przy wale i ostra sruba szatkuje mnie na salatke.. .
Pewnie nie zdecydowalbym sie na taka opcje gdyby ktos byl na
pokladzie, moglby niechcaco przytrzymac sie manetki skrzyni biegow
schodzac do srodka... Wacek nie siegnie do niej nawet z wyskoku,
zreszta caly czas wpatrywal sie w miejsce gdzie sie zanurzylem i
szczekal az zachrypl..
Woda jest ciepla jak zupa, okazalo sie ze moje „lozysko” jest na
miejscu, ale guma obraca sie razem z walem, wiec dlugo tam nie
pobedzie ....
Znowu zaroslismy, nie moglem uwierzyc, miesiac temu dokladnie
oskrobalem cale dno, wychodzi na to ze farba antyporostowa juz nie
truje a zycie w cieplej wodze super kwitnie .
Siedzialem wlasnie na platformie i zakladalem pletwy gdy podplynal
do nas zolw. Wynurzyl sie tuz przy mojej nodze, spokojnie, jakbysmy
rowniez byli wielkim zowiem i gapil sie na mnie... heheh
Mial z 80cm dlugosci i zupelnie sie nie bal, w pierwszym odruchu
chcialem go zlapac i wciagnac na poklad, ale zaraz pomyslalem, i co
z nim potem zrobie, nie umieramy z glodu. Zaczalem sie przygladac,
dotykac skorupy, wydaje sie ze mial nienaturalnie wielka glowe,
zakonczona orlim dziobem.
No nic, zolw zolwiem, ale trzeba bylo zabrac sie do pracy.
Wskoczylem do wody i zaczalem czyscic dno, ale kolega zolw nie mial
zamiaru odplynac, wyraznie szukal towarzystwa. Podplywal co chwile,
odplywal i znowu wracal, w pewnym momencie zobaczylem cos katem oka
( za kazdym razem kiedy nurkuje na otwartym morzu, mysle o filmie „Szczeki”)
odwrocilem nerwowo glowe, i teraz mialem jego ostry dziob 10 cm od
maski, zastanawialem sie czy zamierza mnie dziobnac... hehe.
Przestalem skrobac, okrecilem kolesia dookola i delikatnie
odepchnalem, odjechal kawalek ale zaraz wrocil, odepchnalem go
jeszcze raz, tym razem mocniej, ale znowu wrocil. Traktowal to jako
zabawe, albo po prostu nie mial checi odplynac... Tylnia czesc
skorupy obrastalo mu cos, co wygladalo jak czerwony mech... Skorupa
w tym miejscu
byla odbarwiona, pomyslalem ze moze zobaczyl szpachelke i chce zeby
go tez oskrobac...,wiec okrecilem kolesia rufa i zeskrobalem z niego
te czerwone narosla. Nie buntowal sie specjalnie gdy go skrobalem,
ale myslalem ze jak tylko go puszcze, szybko odplynie. Nic z
tego. Krecil sie przy mnie i przeszkadzal do konca, byc moze
interesowaly go opadajace jak snieg kaczence. Podrozowaly z nim dwie
ryby, jedna mniejsza, zupelnie biala, jak ryba albinos, druga jasno
szara okolo 25cm. Miala duza przyssawke na czubku glowy, ktora
przyklejala sie do jego brzucha, i tylko raz na jakis czas
blyskawicznie odplywala kawalek, chwytala cos w paszcze i
wracala na miejsce.
Pod dnem mieszka takze rodzina pregowanych ryb. Dwie duze, kilka
malutkich, ktore bez uprzedzen plywaly przy samej szpachelce i co
chwile cos lapaly, a kilka metrow ponizej czaila sie mala zgraja
pregowanych gownojadow, wielkosci oklejek. Dwie duze ryby, pewnie
mama i tata, musialy znac moje mysli, bo taktycznie chowaly sie za
kilem,
pomyslalem zeby wyjsc po kusze, ale z drugiej strony, to przeciez
„nasze ryby”, mieszkaja tutaj, nie bedziemy ich przeciez mordowac we
wlasnym domu ...
I heard you on 14.300 MHz today on the Maritime
net, good signal from the Galapagos Islands
Harold Willis, W4HEW
1657 Stone Meadow Road
Milledgeville, GA 31061
Tel:
478-414-1028
Cell:
478-457-7944

|
"A well regulated Militia, being necessary to the security of a
free State,
the right of the people to keep and bear Arms shall not be
infringed."
|
|
Second Amendment to the
U.S. Constitution
|
|
|
|
DZIEN 367
Fri
Mar 07 14:48:13 2008 UTC - 3 35.30 N - 108 28.21 W
Cisza... zaczynam odbierac ja jako problem, w nocy cofnelismy sie 5
mil na poludnie.
Zaczalem skladac "do kupy" platforme do nurkowania, dzis dorobie
prowizoryczny uchwyt do silnika przyczepnego, na wypadek klopotow z
wejsciem do portu. Potem zejde pod wode i sprobuje wykombinowac cos
z lozyskiem walu, oczyszcze takze burty na linii wodnej, znowu
zarosly. Weatherfax pokazuje wiatr tuz za 5* S, musimy jakos "podjechac"
te 100 mil na polnoc.
DZIEN 366
Thu
Mar 06 16:16:49 2008 UTC - 3 38.17 N - 108 8.83 W
Dzis peka rok na morzu, trzeba bedzie zrobic jakies naciecie na
maszcie ...
Wiatru nadal nie ma, ale to czym czasem dmucha, zmienilo dzis
kierunek na wschodni.
Moze sa to leniwe zwiastuny pasatu.
Wieczorem slonce zachodzilo wyjatkowo uroczo, zwykle w takie
wieczory robie duzo zdjec, oczywiscie skupiam sie na ostrosci,
zblizeniach i gubie caly urok przedstawienia. Wczoraj postanowilem
nie robic zdjec i pol godziny gapilem sie na niemozliwa do opisania
gre swiatla odbijajacego sie w morzu i chmurach. To przedstawienie
bylo tylko dla mnie, nikt inny go nie ogladal. Z kazdego innego
miejsca za horyzontem wygladalo inaczej ...
DZIEN 365
Wed
Mar 05 16:11:17 2008 UTC - 3 36.93 N - 108 7.74 W
Nadal cicho, ech.... gdybysmy mogli uzyc silnika....,100 mil przed
nami zaczyna sie polnocny pasat..
Wieczorem delfiny daly znowu pokaz. Tym razem podplynely blizej,
chociaz nia tak blisko jak w oceanarium. Nasz aparat nie nadaje sie
do chwytania obiektow w ruchu, jak kazdy aparat cyfrowy ma
opoznienie.
Mozna wcisnac do polowy spust i ustawiac ostrosc, ale jesli akcja
rozegra sie kawalek dalej, zdjecie wychodzi nieostre. Mamy wiele
nieostrych zdjec.
Nie udalo mi sie uchwycic wysokich skokow, na jednym mlody delfin
dopiero wynurza sie z wody, na innym juz do niej wpada... W pewnym
momencie wygladalo jak gdyby dwa dorosle uczyly mlodego uderzania
ogonem w wode. Robily to na przemian, raz walil o wode stary delfin,
potem mlody. Wlasnie w taki sposob ogluszaja ryby. Cale widowisko
oswietlalo czerwone jak wino, zachodzace slonce.
Wacek wychylal sie do polowy za burte, albo latal po pokladzie jak
wsciekly, na przemian szczekal i popiskiwal podniecony, sprawdzalem
co chwile czy nie wpadnie mu do glowy poplywac z delfinami.
Super wieczor i troche smutny, nie bylo nikogo z kim mozna by sie
nim podzielic...
Wieczorem nawiazalem lacznosc z jachtem Don Pedro w drodze na
Markizy, pogadalismy chwile, facet doszedl do wniosku ze ta lacznosc
to dla niego znak od Boga. Markizy nie beda jego celem, poplynie
dalej, dookola swiata, tak jak zawsze marzyl... hehe. Stopy wody pod
kilem zeglarzu, i cztery w koi. Amen.
DZIEN 364
Tue
Mar 04 15:37:27 2008 UTC - 3 24.88 N - 108 15.27 W
Cisza, ocean gladki jak pofaldowana tafla szkla, te faldy to
zdechlak z polnocnego wschodu, bujamy sie jak "wanka - wstanka". Ta
martwa fala zapowiada polnocny pasat, moze jutro sie pojawi .. .
Czytam Van Daniken'a, mam mieszane uczucia, bufon - ale takze
zbieracz ciekawych informacji, niektore osobiste wnioski autora
przypominaja rozciagnieta prezerwatywe, ale postanowilem ze zostana
na polce...
Glupawe ksiazki laduja za burta.
DZIEN 363
Mon
Mar 03 18:02:33 2008 UTC - 3 21.94 N - 108 28.16 W
Od wczoraj mamy prywatna polowke, tu gdzie jestesmy weatherfax
pokazuje wiatr 1-2 wezla, ze wszystkich kierunkow, tymczasem nam
wieje niezbyt silny, ale staly wiatr z polnocnego zachodu, to pewnie
prezent od Mamy Oean z okazji rocznicy... hehe.
Ryby latajace, wielkosci malych sledzi wyskakuja pionowo z wody, jakby
nie potrafily juz latac.
Podniecony Wacek broni pokladu i gania wzdluz burty jak szalony -
przyda mu sie troche ruchu .
Siatka rozciagnieta na relingu chroni Wacka przed wypadnieciem, przy
okazji zatrzymala pewnie wiele ryb latajacych, widac na niej slady
lusek.
Wczoraj postanowilem zajac sie pokrowcami na zagle. Slonce bardzo
niszczy zagle, trzeba je przykrywac, zwlaszcza gdy jacht nie plywa (niedlugo
rzucamy kotwice)
W US, szczegolnie w tanich marinach stoi wiele zaniedbanych jachtow.
Ludzie kupuja sobie prawo marzen, ale nie starcza im odwagi zeby
odplynac. Nie sprzedaja jednak jachtu, bo to oznaczaloby zupelne
wyzbycie sie marzen.
Stoja potem takie opuszczone jachty, jak zaniedbane, samotne kobiety,
a nie przykryte zagle zolkna i zielenieja od plesni i po kilku
latach na sloncu i deszczu rozlaza sie w palcach.
Dobrze uszyty zagiel, zadbany, bedzie ciagnal lodke dobre 20 lat, a
i potem trudno bedzie sie z nim rozstac, zawsze mozna przeszyc liki,
obszyc od nowa miejsca wokol karabinczykow, i poprawic szwy na
rogach...
Sam material, jesli zagiel nie byl katowany i zostawiany na sloncu,
zyje dlugo.
Poszedlem wiec do kabiny dziobowej i zaczalem odkopywac pokrowce.
Przy okazji znalazlem duzy zapas kur w rosole, i jajek w proszku,
tych ostatnich pewnie nigdy nie zjemy, smakuja jak stara podeszwa,
zostana na lodce jako zelazny zapas protein, w tych puszkach (jak
twierdzi producent) moga przelezec 30 lat.
Gdy je w koncu odkopalem, znalazlem miedzy pokrowcami samotna (niestety)
puszke piwa... hehe. Zapomnialem na chwile o pokrowcach i wrocilem
do sterowki, usiadlem wygodnie i z namaszczeniem odgialem zawleczke
na puszce. Rozleglo sie przyjazne sykniecie, i poczulem znajomy
zapach chmielu... mniami ... Przylozylem puszke do ust i, i ....ech
"co to byl za slub"....
Jeszcze przed rejsem mialem zamiar uszyc nowe pokrowce na zagle, te
ktore mamy sa stare, szwy w wielu miejscach sie poprzecieraly, a i
sam material, sterany przez slonce drze sie jak papier.
Ktoregos dnia odwiedzil nas pan od pokrowcow, solidnie wszystko
pomierzyl, i za kilka dni poinformowal, ze cena za trzy pokrowce, z
30% znizka posezonowa, wynosi $1600... Podziekowalem mu ladnie,
postanowilem kupic maszyne i uszyc je samemu. Zdazylem kupic maszyne
i nawet przeszyc zagle, ale krotko potem polamalem lokiec, i nie
zdazylem zamowic sunbrella, specjalnego materialu na pokrowce. Mamy
wiec nadal stare pokrowce, ale gdy je troche polatam powinny
wytrzymac do czasu gdy uszyje nowe.
Zjadlbym swieza rybe, ale dupa blada, plyniemy zbyt wolno, nie ma na
co liczyc...
DZIEN 362
Sun
Mar 02 20:00:57 2008 UTC - 2 7.03 N - 108 17.57 W
Wpakowalismy
sie w slabe zmienne wiatry pomiedzy pasatami, poludniowym i
polnocnym, wiatr od kilku dni kreci i zdycha, ale dzis od rana mamy
sliczna polowke - ciekawe jak dlugo bedziemy sie nia cieszyc...
Autopilot prawie zamilkl, bzyka czasem cicho, jak gdyby podpowiadal
doskonale zbalansowanej dzis Luce, w ktora strone jego zdaniem
powinna troszke skrecic.
Rano postawilem wszystkie zagle, wyprezyly sie na wietrze i prostuja
blizny refowania z Przyladka Horn. Wygladza sie wszystkie z czasem,
czas wszystko wygladza...
Za kilka dni minie rok naszej podrozy, alez to zlecialo...
Czas wedlug Einsteina to pojecie wzgledne i jest bardziej
plaszczyzna niz linia...
Rok ma 365 dni (nie zawsze) i potrzebujemy jednego dnia, zeby dwa
razy obejrzec zachod slonca. Dzien ma 24 godziny – ciekawe kto go
tak podzielil, rownie dobrze moglby miec 14, albo 72 czesci.
Poniewaz ziemia nie tylko sie obraca, ale tez leci, niezbyt
dokladnie obliczono ze za kazdym razem gdy obrocimy sie 365 razy,
zaczyna sie nowy rok.
Sprawa zaczela sie komplikowac, gdy postanowiono podzielic rok na
okresy dluzsze niz dzien.
Ktos wymyslil tydzien, a potem miesiac. Udalo sie wcisnac rowna
liczbe miesiecy do kazdego roku, ale nie dalo sie juz wyczarowac,
zeby kazdy miesiac mial tyle samo dni. Nie da sie podzielic 365 dni
przez 12 miesiecy, tak zeby wyszly rowne kawalki.
Dla "swietego spokoju" , postanowiono ze niektore miesiace beda po
prostu „krotsze”, a nadwyzke czasu, ktora i tak pojawila sie w
rownaniu, nazwano „rokiem przestepnym”.
Nawet wujek Einstein nie byl w stanie rozwiklac tej lamiglowki i
wymyslil wlasne rownanie. Wiedzial ze cos sie w tej „maszynce” musi
przesuwac, i wykombinowal, ze to nie czas sie przesuwa, tylko my
przesuwamy sie w czasie, a predkosc z jaka to robimy, okresla w
jakim tempie mija nasze zycie, ze wszystkim co sie w nim dzieje.
Jesli mozna zaufac czlowiekowi, ktorego przodkowie „zabili Jezusa”(a
moze dzieki ktorym Jezus w ogole sie pojawil), to wynika z
tego, ze mimo skromnych dziennych przelotow, musielismy niezle grzac
w tej naszej czasoprzestrzeni, bo ostatni rok przelecial mi jak
krotki sen o morzu.
DZIEN 3 61
Sat
Mar 01 18:22:29 2008 UTC - 1 13.12 N - 107 58.44 W
Nad
ranem anemiczny wiatr zdechl zupelnie, a po chwili
dmuchnal z polnocy. Nie bylem w nastroju na nocne zapasy z
bomem genuy, wiec spuscilem ja razem z bomem i
wrocilem na kanape, udalo mi sie jeszcze zlapac koncowke
snu...
Wczoraj wlaczylem radio, trafilem na dobra propagacje.
Prawie czysto dolecialo do nas radio Havana de Cuba.
Nie znam hiszpanskiego, ale co chwile przebijaly sie znajome slowa -
muchio, reforma, dinero, travacho, Fidel Castro...
Jako osoba na wskros inteligentna, hehe, bez trudu polaczylem
te slowa w zgrabny komunikat - na Cubie reforma, a
po ustapieniu Fidela maja malo kasy i duzo roboty... hehe. Po
wiadomosciach zaczela sie super muzyka, gitara i cubanskie flamenco
przemieszane zapachem kobiet i cieplym rumem.
Potem zlapalem czestotliowosc na ktorej facet
z Florydy podawal pogode, kazdemu jachtowi ktory o nia
poprosil, po uprzednim podaniu pozycji, super sprawa.
Do tej pory nie bylem pewiem czy nasze radio nadaje,
propagacja w tym roku jest zupelnie do dupy, i nie udalo mi
sie tego wczesniej sprawdzac. Mamy telefon satelitarny, radio bylo
jako plan „B”.
Teraz rozmowy przez Iridium bardzo podrozaly, a moje konto w
banku jest juz tak cienkie ze widac przez nie formularz,
ktory niedlugo je zamknie. Zaczalem czesciej wlaczac radio,
na ogol trudno sie przez nie dogadac, ale za to potrzebuje tylko
troche plam na sloncu i troche pradu .
Krzyknalem wiec do tego aniola od pogody i aniol mnie
uslyszal ...Rozmawialismy chwile, pogody nie potrzebowalem, ale milo
bylo pogadac.
Wiec radio jest w porzadku, brakuje mi tylko czestotliwosci
anglojezycznych rozglosni radiowych, posluchalbym czegos
zrozumialego.
|